Kontynuując temat boiskowy, z przyjemnością odnotowuję istnienie bardzo fajnego placu o gry na Agrykoli, tuż przy ścieżce rowerowej. Sztuczna trawa, oświetlenie, siatki w bramkach, wyrysowane linie, jedyny minus to brak płotu z boku, jak ktoś przykopie, trzeba latac po piłkę. Aha, minusem jest też wywieszka, że \"zabrania się gry bez zgody kogośtam\", ale jak ja akurat grałem, nie było żadnych nieprzyjemności.

Na podkreślenie zasługuje murawa: nie jest to tylko taki dywan imitujący trawę jak to jest, z całym szacunkiem, na Ursynowie, tylko taka \"miękka\" nawierzchnia, że jak się człowiek przewróci, to może i przeżyje i bez złąmań się obejdzie. No naprawdę przyjemne miejsce.

Z tym że z uwagi na atrakcyjną lokalizację trzeba by się tam umawiać pewnie o 6.00 rano, żeby było wolne;)

--Świeżyu @ 30-08-2005 20:41



LETNI SEZON OGÓRKOWY TRWA!

Jako zawodnik poważnie podchodzący do swoich obowiązków postanowiłem dziś zrezygnować z oglądania kolejnego odcinka serialu pt. \"Komisja śledcza\" (mimo że w roli special guest stara występuje Włodzimierz z Białowieży!) i zrealizować kilka jednostek treningowych. Do tego celu posłużył rower oraz temperatura powietrza przekraczająca 30 stopni. Ale nie o tym w sumie chciałem...

No wiec przejeżdżając przez Ursynów zakonotowałem sobie, że zmniejsza się powierzchnia oficjalnych obiektów treningowych Niezwyciężonego (aż do pierwszej kolejki) FC Bez Atu! \"Szkoła Amerykańska Stadium\"? - Zapomnijcie, stoi tam jakiś blok. \"Kościelne\"? (no dobra, tam nigdy nie graliśmy, ale chcieliśmy kiedyś) - coś ryją w ziemi, nie wiem, czy się ostanie. Tylko nieśmiertelne SGGW jeszcze się trzyma...

Wszystko to oznacza, że wróg nie śpi!

No to sopbie ponarzekałem. W każdym razie nie tracić formy i do zobaczenia na boiskach i u bukmacherów (kolega mnie natchnął i chyba stawiam na awans Celticu...)

--Świeży @ 30-07-2005 15:42



Krytyczne spojrzenie na zwycięską potyczkę

Wreszcie waleczne FCBA pokonało rywali. Po pierwszej połowie bynajmniej się na to nie zanosiło. Stracone dwie bramki i totalny chaos w poczynaniach &|8222;zielonych&|8221; nie rokowały dobrze. Tymczasem w drugiej połowie nastąpił mały cud. Do tej pory zawsze FCBA zaczynała dobrze, a później było już tylko gorzej. Tym razem przy stanie 0:3 dla Parówki nasz nowy nabytek, Dominik, strzelił gola, później padły kolejne, w bliżej nieokreślonej kolejności. Co najważniejsze, mimo że po serii naszych trafień przeciwnicy wyrównali, zdołaliśmy wyjść na prowadzenie i ustalić wynik spotkania na 6:5 (nawet nie pamiętam kto tego dokonał).

A więc pozytywny jest wynik, ale niemalże tylko to. Trzeba dopracować ustawienie na boisku, bo wyszliśmy na pierwszą połowę w składzie 3 napastników + 1 obrońca. Co gorsza powtórzyło się to kilka razy w trakcie spotkania. Irytujące było też widzieć, jak po odzyskaniu piłki natychmiast wszyscy ruszają do przodu, a ostatni obrońca nie ma komu podać.
Po drugie martwią indywidualne błędy, zarówno w obronie, jak i w ataku (tu niestety niżej podpisany też się negatywnie wyróżnił).
Po trzecie, za dużo było chaosu w naszej grze. FCBA gra najlepiej z kontry, ale nie możemy cały czas preferować rozwiązań tego typu. Pierwsza połowa była tak fatalna, bo za mało przetrzymywaliśmy piłkę. Brakowało celnych podań rozmontowujących obronę przeciwnika, udanych dryblingów. Musimy więcej grać piłką.

Podsumowując, nie było tak dobrze jak by można oczekiwać. Wydaje mi się, że lepiej zagraliśmy przeciwko E-Pro. Mimo to spoglądam z podniesioną głową w świetlaną przyszłość FCBA:) /Zdzisiek/
@ 6-11-2004 21:29



Są takie momenty, że chce się żyć bardziej niż zazwyczaj. No bo tak: wczoraj Legia zdemolowała Polonię aż miło (choć znawcy ośmielali się twierdzić, że w tym meczu nie ma zdecydowanego faworyta), dziś Delta uporała się z Olimpią 2:1 (a mogło być dużo, dużo więcej), a na zwieńczenie tej pozytywnej passy FCBA po heroicznym boju pokonało PSV 6:5! A jakby było mało, to teraz siedzę sobie w oczekiwaniu na Ligę+ popijając piwko...:)

Co do meczu: pewnie, że można by się czepiać; a to że błędy jakieś były, a to że przeciwnik był osłabiony o tyle, że grał tylko z jednym zmiennikiem a u nas była długa ławka. Ale minusy nie powinny przysłaniać ewidentnych plusów, a tych było sporo:
- wreszcie zaprocentowała walka do końca i nasza ulubiona gra w gonienie wyniku przyniosła tym razem efekt;)
- rozegraliśmy kilka ciekawych akcji z przodu, to nie było tylko takie przepychanie się z piłką, jak to czasem bywało
- postrzelali sobie chłopaki:) Czapki z głów przed Zdziśkiem, który w każdym meczu udowadnia swoją wartość dla drużyny - dobrze że jest jeden \"mieszacz\" w składzie:)
- transfery wypaliły! Wprawdzie po tak krótkim okresie trudno jeszcze definitywnie przesądzać, ale wkład w wynik \"nowych\" był zauważalny: dość powiedzieć, że Dominik (mam nadzieję, że nie mylę imienia) zdobył pierwszą bramkę w kryzysowym dla nas momencie, kiedy było 0:3 i wiara w narodzie gasła...Trzeba by jeszcze tylko jakoś razem ze sobą pograć, bo opieranie się wyłacznie na \"rozpoznaniu w walce\" to dość ryzykowna strategia:)

Podkreślić też trzeba motywująco-krzepiącą role naszych kibiców. Udzielali wielu bardzo cennych porad taktycznych (Ich jest tylko pięciu, zabiegajcie ich! / Ucieka ci, ucieka, plecy, nie, noż kurwa! / Strzał, strzał, strzaaał, no zajeb to, kurwa!). Ta pomoc była naprawdę nie do przecenienia.

No nieźle było!
Piwko się kończy, idę po następne:)
--Świeży @ 6-11-2004 20:40



Mecz z Parówką SV - zwycięstwo i cała masa pozytywów. Po dwóch porażkach z tym zespołem - w zeszłym sezonie 5:7 w lidze oraz 1:3 w Turnieju Juwenaliowym wiadomo było, że mecz nie będzie łatwy i nie był. Do przerwy 0:2 a nawet 0:3 zaraz na początku drugiej połowy. FCBA już nieraz pokazało jednak, że jest drużyną z charakterem i stąd do końca wiara w pozytywny rezultat - dzisiaj uwieńczona sukcesem. Fajnie, że zadziałała dobra organizacja przy zmianach (schodzący z lewej, wchodzący z prawej). Dobrze też, że działała bardzo skutecznie zasada : jestem na boisku dopóki mam siłę, jak nie to schodzę. W ten sposób zoptymalizowaliśmy siłę uderzeniową drużyny nie ograniczając w żaden sposób najbardziej naładowanych energią zawodników [ przykładowo Ryśka najbardziej zaniepokojonego o system zmian :) ]. Bardzo fajnie wyszły też wbrew licznym obawom dwa nasze nowe transfery - solidni zawodnicy, szczególnie jak na pierwszy mecz po przerwie z piłką jak również na debiut w nowej drużynie - słowa uznania. Krzysiek - opanowanie i solidna gra, Dominik duże zaangażowanie, bez zauważalnych błędów a przede wszystkim BRAMKA :) Nie wspominając o naszym pierwszym tej jesieni hicie transferowym (Zdzisiek), który dzisiaj dopisał kolejne 2 trafienia. Jedyne co przesłania mi pełną radość z dzisiejszego sukcesu to kilka błędów, które mi się przytrafiły co jest efektem totalnego braku ogrania. No niemniej jednak popracuję nad tym a i tak wierzę, że jakiśtam organizatorski chociażby wkład w dzisiejszy sukces mogę sobie dopisać ;) Na przeekór niedowiarkom. Klub w stanie kwitnącym - nowi ludzie, nowe zgłoszenia, kibice na naszych meczach, strona odwiedzana jak nigdy dotąd no i zwycięstwo po dobrej grze dające widoki na podobne rezultaty w przyszłości. W sumie o to od samego początku tak naprawdę chodziło. Fajnie. To tyle. / Tadek [FCBA captain] @ 6-11-2004 19:48



Gwiazdy Michała S. cały czas dla nas zbyt silne! Po kolejnej gierce na Koncertowej po stronie plusów zapiszemy chyba tylko dobrą postawę Kowala (zresztą podobno jak się go chcwali, lepiej potem gra;)) Trzeba obiektywnie przyznać, że zawodnik ten zanotował w ostatnim czasie spore postępy, co, nie ukrywajmy, jest racjonalnie niewytłumaczalne.

Robert grał tym razem chyba lepiej z przodu niż z tyłu co jest nowym trendem ;) Poza tym wykazywał oznaki, hmmm, powiedzmy optymizmu przed sobotnim meczem, choc mógł to być równie dobrze tylko wyrafinowany czarny humor. Ja poza bieganiem nie za wiele pokazałem, za często sie wdawałem w pojedynki indywidualne, co kończyło się zwykle stratą piłki. Reszta FCBA wspierała nas tym razem tylko duchowo.

W sobotę musi dobrze być! Chociaż PSV to uznana kamanda, mam nadzieję, że tym razem w końcu uda się zdobyc jakieś punkty. Jak naucza nas MolestaEwenement:

\"Człowieku dobrze będzie
Choć wiatr w oczy wieje
Szansa maleje
Zawsze mam nadzieję
Podobno matkę głupich jestem wśród nich
Bo wierzyć nie przestanę
A bywa przejebane
To jest nauczane komuś na odcisk stanę
Też się nie zamartwiam
Sprawę załatwiam
Jak dym się ulatniam
Jestem losu kowalem\"

Pełny teksy, który w obecnej sytuacji polecam wszystkim zawodnikom FCBA:
http://www.emuzyka.pl/tekstypiosenek/627/12.php
--Świeży

@ 5-11-2004 01:42



Pilne sprawy organizacyjne - FCBA się zbroi :) Jest prawdopodobne, że dojdzie niebawem do składu 2 nowych zawodników. Oznaczałoby to praktycznie skompletowanie składu w porządanej liczbie. Kwestia koszulek zatem : rozumiem, że Filipowa 13ka jest nieosiągalna. Co z 4 (Krzysiek G.) ? Czy da się ją załatwić na sobotę ? Czy 8ka - ją jak pamiętam miał Tomek jest do odzyskania - to ponowione pytanie do Roberta najpewniej. @ 4-11-2004 14:00



Wbrew obawom, że ducha walki zielonych mógł podłamać brak jedności w typowaniu rezultatu, rozegraliśmy mecz na poziomie. Na zwyżkującym wprawdzie, ale wciąż &|8216;naszym&|8217; poziomie. Czyli był to kolejny mecz walki którego wynikiem są poobijane golenie i artykuł mistrza Świeżego. O ile nasz etatowy prześmiewca zawsze widzi dobre strony każdego spotkania, to ja muszę wyłożyć, co mi leży na wątrobie. Nie ma co się rozwodzić nad przebiegiem spotkania, była to wielka przepychanka okraszona 12 golami. Chciałbym pochwalić kolegów, że jakoś te założenia taktyczne wypełniają, więcej jest krycia, a co najlepsze, kontry rozgrywaliście całkiem na spokojnie. Wprawdzie to ostatnie mogło być efektem panującego wówczas wyniku, który wyluzował nas wszystkich, ale miło było obejrzeć takie wykończenia akcji &|8211; podanie obok bramkarza i dobitka do pustej. Co do pozostałych elementów gry: bierzcie przykład z Kowala, jak przerywać akcje, a od Roberta, jak te akcje wyprowadzać. Tadka bym uczulił, by w obronie nie trzymał powietrza, tylko jakiegoś przeciwnika. Zdzisiek, nie rozpamiętuj gdy ktoś źle do ciebie poda, tylko walcz o kolejne okazje. I odzywajcie się do siebie przy zmianach w kryciu (dwie komendy &|8216;mój&|8217; i &|8216;trzymaj go&|8217; ^^).
A teraz, co można powiedzieć o najbardziej przeliczalnym błędzie. To nie jest tak, że z każdego meczu wyciągamy wnioski, łatamy dziury w obronie, a następny przeciwnik znajduje nowe. Nawet nie jest prawdą, że oponenci są tak niemiłosiernie dobrzy, że wkręcają nas w parkiet i włażą do bramki. Uważam, że decyduje tu w olbrzymiej części nasza postawa w obronie: brak zdecydowania (prócz Kowala), lenistwo (&|8216;a może nie muszę się wracać ?&|8217;), czy może zmęczenie (ale żeby od pierwszych minut?). Twierdzę, że nabyliśmy wręcz pewnej m_a_n_i_e_r_y tracenia bramek. Jak powiedziałby Sun Tzu, oto są trzy przypadki, w których możesz strzelić FCBA gola:
1) gdy zawodnik stoi w polu karnym FCBA, podajcie mu piłkę. Połowa bramek pada w ten sposób ! Jak kolo jest 1-7 metrów od mojej bramki, to nie stójcie mu za plecami, tylko przed nim. Jak robicie po swojemu, to się obróci z wami na grzbiecie i uderzy gdzieś obok. Łatwiej odciąć go od podań. Przypomnijcie sobie sami, Piotrek czy Zdzisiek byli kryci od pleców gdzieś w środku boiska, a jak szli głębiej, to przeciwnicy stawali przed nimi. W efekcie nie było prawie żadnych podań do przodu, chyba, że któryś ze strikerów się ruszył na wolne pole. My z kolei pozwalamy drużynie przeciwnej na prawie wszystko. Ich ludzie mogą po prostu wejśc na nasze pole karne i poczekać w miejscu na podanie.
2) gdy połowa FCBA jest pusta, wrzućcie tam piłkę. Cholerne pojedynki biegowe kosztują mnie najwięcej nerwów. Statystycy ligi wiedzą, że wszystkie moje żółte kartki zdobyłem w takich sytuacjach &|8211; daleki wyrzut futbolówki, rusza przeciwnik, a jak dobrze pójdzie, to ktoś z naszych. Wychodzę do piłki, ale przeważnie mam dalej od wrażego napadziora. Trafiam piłkę &|8211; git, trafiam człowieka &|8211; kartka, a najczęściej to mnie na full prędkości minie. Może będę próbował zatrzymywać ich na polu karnym :P Jak unikać takich szopek? Rada &|8211; przy rzutach rożnych nie ustawiajcie się w linii na polu karnym, ktoś musi zostać nieco z tyłu. Tak samo z wolnymi &|8211; snajper Świeży nie zawsze zdobywa gola, a jak trafi w mur, to się okazuje naszym ostatnim obrońcą, który musi zatrzymać kontrę. Strachu by nie było, gdyby przeciwnicy nie zyskiwali 2 metrów przewagi na starcie &|8211; Świeży musi się przecież odwrócić i rozpędzić. Reszta przyklejona do bocznych linii może tylko zaklinać mnie, bym nie zrobił czegoś głupiego.
3) gdy FCBA obstawia swoją bramkę, podejdźcie z piłką. Generalnie w takich sytuacjach akcja prowadząca do straty bramki zaczyna się od naszego zaproszenia &|8211; dwóch zielonych wyskakuje do przeciwnika z piłką. W zbyt wielu przypadkach on wciąż może podać na wolne pole (a w takiej sytuacji któryś będzie nie kryty).
Podsumowując, będzie naprawdę lepiej, jak wyeliminujemy na początek dwa pierwsze błędy. Co do trzeciego, to sprawne zmiany w kryciu są trudne, ale kiedyś im też podołamy. Pozdro, Janek
@ 1-11-2004 08:55



Przed meczem z E-Pro mieliśmy poważny dylemat: pojechać z nimi na ostro, czy potraktować ich delikatnie. Sprawę utrudniało nam to, że z niektórymi plejerami spod znaku dużej litery E jesteśmy zaznajomieni. Ja optowałem, żeby żadnej taryfy ulgowej nie było, jednak ostatecznie R. i K. mnie przegłosowali. - Świeży, oni są młodzi, naiwni i pełni ideałów, nie róbmy im przykrości z samego rana - arumentował R. - Tak, poza tym patrz, pomożemy im w walce o awans, bez tego zwycięstwa na pewno sobie nie poradzą - dodawał K. wspierany przez naszego wiernego kibica A. Co będę dużo mówił, koledzy mnie przekonali.

Mecz zaczęliśmy tak, aby zawodników E-Pro za bardzo nie zestresować i juz w pierwszej akcji Janek zamiast łapać piłkę po takim śmisznym kiksie (choć nie wątpie, że gracz E-Pro włożył całe serce w to \"uderzenie\") sparował ją na słupek. Na porozumiewawcze mrugnięcie z ławki rezerwowych zareagował Radek i w ostatniej chwili cofnął nogę, pozwalając przecwinikowi na strzał z 10 cm. Baliśmy się, że patałach nie trafi, ale na szczęście podołał. E-Pro jednak cały czas było spięte, szybko straciliśmy więc drugą bramkę, aby się nieco wyluzowali.
Potem pozwolilismy sobie na taki mały żarcik i Zdzisiek zdobył gola dla nas. Wszystko ok, ale po co było przy tym ośmieszać Jędrka, który interweniował w stylu...naprawdę nie wiem jakim, ale bardzo dziwnym. Zdzisiek dostał więc zasłużony ochrzan i do końca pierwszej połowy stał się elementem tła, nie wyróżniając się niczym i unikając jak ognia sytuacji podbramkowych.
Do przerwy było 1:4. Po zmianie stron padł pomysł, żeby zobaczć czy E-Pro radzi sobie z grą z pierwszej i jak tak u nich z szybkością rozegrania akcji. Trzeba przyznać, że chłopaki spisali się na medal, zdobywając bramkę już 7,8769 sek. po wznowieniu gry! Może jeszcze coś z nich będzie...Poza tym obraz gry się nie zmienił: kontrolowaliśmy wydarzenia na boisku pozwalając czasem któremuś fajtłapie strzelić sobie. Bawiliśmy się naprawdę świetnie. Najtrudniej szło tradycyjnie z Perdzynem. - Jezu, Świeży, zrób coś bo ten kaleka połamie sobie nogi w którymś z dryblingów - apelował Radi do mojego sumienia. No dobrze, pomyślałem sobie, ale niech to będzie coś ładnego. Wciągnąłem więc Krzyśka na naszą połowę i udałem, że kiwam jako ostatni (jak wiadomo, tego sie przecież normalnie nie robi). Nie pomogło! Perdzyn chybił:( Toteż musiałem poprawić w kolejnej akcji, w ostatniej chwili umożliwiłem mu zagranie popularnym kanałem, puściłem go sam na sam. \"Teraz albo nigdy, Perdzyn, nie zawiedź!\" Ufff, strzelił. Dziecinna radość na obliczu Perdzyna była dla mnie największą nagrodą.

No dobra, chcieliśmy już kończyć, ale nagle przypomniał o sobie nasz zawodnik Zdzisiek. Ja chcę mieć hat-tricka, ja chcę mieć hat-tricka! - nudził tak, nudził, aż w końcu się zgodziliśmy. A nie było to łatwe: ja np. byłem zmuszony nie trafić do pustej bramki, aby nie pozbawiać Zdziśka szans! Walnąłem wiec w spojenie, a to naprawdę nie jest takie proste. Sprawę na szczęście nasz snajper załatwił w dwie minuty i daliśmy sędziemu znak do zakończenia meczu.
Ostateczny wynik 4:8 nie krzywdzi żadnej ze stron. E-Pro życzymy awansu do wyższej ligi, bo już więcej nie zamierzamy się z nimi spotykać na boisku. Przestrzegamy też inne ekpiy przed lekceważeniem eproków!
--Świeży
PS. Po meczu padł pomysł, któy nam bardzo przypadl do gustu: mianowicie, zeby w kalsyfikacji strzelców stosować przelicznik uwzględnający prawdziwą wartość snajpera. Polegałoby to na mnożeniu dorobku bramkowego zawodnika razy miejsce zajmowane przez jego drużynę w tabeli;) @ 30-10-2004 11:02



Relacja po wczorajeszej gierce na Koncertowej ukazuje się z opóźnieniem, bo w zasadzie zastanaiwałem się, czy wogle jest sens ja pisać. A to dlatego, że wszystko odbyło się tak samo jak tydzień temu: znów niezły początek, potem oni znów nam odjeżdżają, my znów gonimy, doganiamy i przeganiamy nawet(!), i następuje feralne ostatnie 5 minut sprawiające, że cały dwugodzinny wysiłek można o kant dupy potłuc.

Z FCBA zagrali Rysiek, Robert i ja. Renegatem okazał się eks-bezatutowiec Marcin K.;) Dla Grześka i Andrzeja szacun i respekt, dla Marcina: konfidentom mówimy nie!;) Marcin taki jakiś zły był, że nam dwie decydujące w praktyce o porażce bramki strzelił. No i niestety biegał jak zwykle.

Gra naszych ludzi nie tak dobra jak tydzień temu. Kowal zdecydowanie woli pozycje trudniejsze, a w łatwych odmawiał uparcie pokonania bramkarza rywali. Robert na swoim poziomie, choc zdarzały się nieporozumienia z innymi obrońcami (no dobra, ze mną;)) A wogle to jakoś strasznie parno było, ja tam juz po godzinie nie miałem sił, żeby biegać, chociaż grałem bardzo ekonomicznie od samego początku. No i to tyle.
--Świeży @ 29-10-2004 17:02



W kolejnym meczu ligowym zmierzyliśmy się z drużyną Dzieci Warszawy. Spotkanie chyba podobało się całkiem licznie zgromadzonej publiczności (widać, że oba zespoły sa \"medialne\" i ściągają na trybuny rzesze fanów;))

Od razu bez ściemniania podam wynik: 4:9. Porażka jak widać wysoka, choć i tak jest postęp w stosunku do inauguracji. Pierwsza połowa nie zapowiadała tak niekorzystnego dla nas obrotu wydarzeń na boisku. Mimo że rywale objęli prowadzenie, potrafiliśmy odpowiedzieć na ich bramki. Dzięki dużemu zaangażowaniu w grę, odrobinie szczęścia i kilku naprawdę mogących sie podobać akcjach nie traciliśmy kontaktu i schodziliśmy na przerwę z wynikiem 2:3.

W drugiej połowie na początku było nawet lepiej: dwukrotnie doprowadzaliśmy do remisu [3:3, 4:4]. W tym fragmencie meczu wynik naprawdę był sprawą otwartą. Pojawiła sie nawet nadzieja na zgarnięcie całej punktowej puli. Niestety, DW to drużyna doświadczona i swoje boiskowe ogranie potrafiła wykorzystać. Po naszych indywidualnych błędach głównie w rozegraniu piłki w środku i szybkich przechwytach praktycznie w 5 minut przeciwnicy załatwili sprawę zdobywając seryjnie 3 bramki.

Trzeba zaznaczyć, że do końca walczyliśmy choćby o zmniejszenie rozmiarów porażki; zaprzepaściliśmy jednak kilka niezłych szans na gole. Po meczu, który przebiegał generalnie w niezłej sportowej atmosferze (choć troszkę nerwów było), przekazaliśmy sobie znak pokoju;)

Trudno być zadowolonym z porażki. Miejmy nadzieję, że za tydzień w meczu z E-Pro nastąpi przełamanie i zakończy się zła seria. Co do rozmiarów dzisiejszego wyniku, pewnie mógłby on być niższy gdybyśmy przy stanie 4:4 względnie 4:5 pograli troche spokojniej. Uważam jednak, że trudno mieć do siebie pretensje za podjęcie nieco bardziej otwartej walki, gdyz szansa na urwanie faworytom punktów była. Przyznaję jednak samokrytycznie, że zaniedbaliśmy nieco (także i ja mam w tym udział) grę w obronie.

FCBA-DW 4:9 (2:3)
--Świeży @ 23-10-2004 18:04



Wynik zupełnie nie odzwierciedla przebiegu spotkania. 4:9 to za dużo biorąc pod uwagę, że na 10 minut przed końcem po fantastycznej 30 minutowej walce było 4:4. Dzisiejszy mecz pomimo tragedii w końcówce to znak, że jest lepiej. Nie było zwieszania głów po straconych bramkach tylko walka ze zdwojonym zaangażowaniem. Nie było odstawiania nóg, nie było odpuszczania - skoro jak widać MOŻNA to od dzisiaj FCBA będzie tak grało w każdym spotkaniu :) Gdy po szybkiej kontrze straciliśmy bramke na 0:1 nie trzeba było długo czekać jak Świeży w pojedynke rozmontował defensywę Dzieci i było 1:1. Pomimo dość kuriozalnej bramki samobójczej oraz szybkiej straty na 1:3 FCBA walczyło czego efektem była bramka kontaktowa Ździśka jeszcze przed przerwą. Zaraz po przerwie bramki ponownie Ździśka oraz Świeżego dawały nam przez dłuższy okres remis 4:4. Potem niestety popelniliśmy serię prostych błędów - zdarza się. No niemniej jednak z taką grą jak do 30 minuty to żadna drużyna w 2 lidze nie będzie miała z nami spacerków :) Gratulacje dla Dzieci - w ogóle to mecz oglądany z ławki rezerwowych wyglądał niesłychanie emocjonująco - więcej takich meczów :) /Tadek @ 23-10-2004 18:04



Kto chciał w czwartkowy wieczór zobaczyć futbol na najwyższym poziomie, nie powinien siedzieć przed telewizorem, tylko udać się na warszawski Ursynów na Koncertową. Niestety, część zawodników FCBA z przyczyn obiektywnych nie mogła stawić się na miejscu zbiórki (kontuzje lub brutalny wyzysk ze strony międzynarodowego kapitału i korporacji wysysających siły z młodej tkanki Narodu Polskiego).

Tak czy inaczej, skład udało się jednak skompletować: Kowal, Michał S., Grzesiek, Marcin, Świeży (to o mnie chodzi). Jak widać, graliśmy bez zmian, ale nasi tradycyjni przeciwnicy tym razem też.

Początek należał do nas, co każdy znający jako tako historię czwartkowych pojedynków musi uznać za sensację. Co na to wpłynęło? Jeśli o mnie chodzi, to chyba słowa Liroya, prawdziwego scyzoryka, które usłyszałem w radio w drodze na halę. Liroy powiedział, że kiedyś hiphopu było w Polsce mało, a teraz jest duzo, że h-h to KULTURA a nie subkultura i że hiphopowcy powinni być dla siebie sympatyczni, a niestety czasem bywa, że kur...ią na siebie i to jest be. Na koniec miał powiedzieć, dlaczego czarni bracia nie lubią białego Eminema, ale Marcin złośliwie w najlepszym momencie wyłączył radio i teraz nie wiem. Słowa Mistrza dały mi jednak do myślenia i pobudziły dodatkowo do walki.

Nie wiem natomiast, czego w samochodzie słuchał Kowal, ale nie poznawałem tego zawodnika na boisku. Na początku strzelał (celnie!) z każdej pozycji i zdobył kilka bardzo widowiskowych bramek (taki fajny wolej mu wszedł, pewnie podglądał mnie w czasie rozgrzewki). Ech, żeby z taką swobodą i nonszalancją nawet zagrać kiedyś w lidze...To poderwało w każdym razie całą drużynę do walki i gdzieś tak do stanu chyba 4:6 mecz był wyrównany. Potem rywale klasycznie odjechali i zrobiło się 6:12. Trzeba jednak podkreslić, że cały czas była walka i nikt nie odpuszczał.

Zamiast tradycyjnie się rozsypać, rzuciliśmy się do odrabiania strat. I udało się - na tablicy pojawił sie remis 12:12! To wyraźnie zdekoncentrowało na moment przeciwników i udało się nam nawet objąć prowadzenie. Wynik generalnie oscylował w granicach remisu, bardzo dobrze w tym okresie grał Grzesiek, swoje doświadczenie wykorzystywał Michał, Marcin wypluwał płuca, Kowal walczył zwłaszcza w odbiorze piłki. No naprawdę nieźle było.

Niestety, przy stanie 19:19 popełniłem błąd w ocenie lotu piłki i niepotrzebnie wyszedłem z bramki, jeszcze Grzesiek mógł to przeciąć - ale nie wyszło. No i znowu porażka :( Pozostał spory niedosyt, ostateczny wynik to 19:20.

Tym niemniej w zasadzie fajnie się grało. Walką potrafiliśmy zniwelować techniczną przewagę rywali. A nawet rozegraliśmy kilka nieprzypadkowych akcji po ziemi! (zresztą zagrania przypadkowe też były niekiepskie). Wyciągać jakiekolwiek wnioski przed czekającym nas ligowym meczem jednak trudno - z obecnego składu grały tylko dwie osoby.
--Świeży @ 22-10-2004 02:09



W sprawie Relacji oraz Ligi Typerów sprawa wyglada tak, że strona nie jest przystosowana obecnie do takich przejsciowych sytuacji jak \"terminarz na jedna a potem na jeszcze jedna kolejke itp\". Probowalem pomimo tego jakoś to wyprowadzić ale się jednak nie dało. Tym samym obie opcje zostaja czasowo wstrzymane do momentu pojawienia sie pelnej wersji terminarza na stronie Organizatorów. / Tadek @ 21-10-2004 11:13



\"Pecha ciąg dalszy\", czyli przygody Roberta w ostatnim miesiącu.

Jak już pewnie wiecie i nawet mieliście okazję naocznie (albo raczej naczolnie) stwierdzić efekty skoku na rowerze z \"launchrampy\" (tak to się w fachowym slangu deskorolkarzy podobno nazywa :), myśleliście pewnie, że skończyło się na szyciu łba i tym podobnym przyjemnościom. Otóż nic mylniejszego! Ten bohaterski wyczyn zapoczątkował ciąg przyczynowo-skutkowy, który trwa po dziś dzień, chociaż ja nie mogę się doszukać przyczyn, a jedynie skutków.

I tak, na początek, to po jakichś dwóch tygodniach zatkało mi się ucho na jakieś trzy dni :) Może to i dobre, gdy się np. nie chce słuchać dziadów na wykładach, tyle, że ja zasadniczo nie chodzę na wykłady. Ucho jak ucho, odetkało się tak samo niespodziewanie jak się zatkało. I koniec na tym. (w końcu kogo interesuje czyjeś ucho?)

Jakiś tydzień później udałem się w celu nabycia produktu o dźwięcznej nazwie \"chleb\" na pobliski bazarek przy Wałbrzyskiej. Jako, że baby muszą gadać jak nakręcone stojąc w kolejce do stoiska, ogonek do budy z pieczywem kończył się na dworzu. Ja na jego końcu. Stoję tak sobie jak ten nieborak, przeklinając w duchu te emeryty, a tu nagle coś mnie dziab w szyje! Patrze osa. Kurwa jej mać, skąd osa w październiku? Dookoła same baby, żadne osy się nie kręcą. Szyja puchnie nieco, no to jazda do przychodni. Baba pyta się mnie czy uczulony jestem. - Mnie skąd wiedzieć? - odpowiadam. Zastrzyk i do domu. Koniec części drugiej.

Część kolejna rozgrywa się w mieszkaniu przy ul. Wróbla 4, znaczy się moim. Godzina 3.40. W nocy. Budzę się, a tu duży paluch u prawej nogi jakiś taki większy i czerwony jak malina się wydaje (znaczy się spuchnięty). Po dokładniejszych oględzinach, dochodzę do wniosku, że jest to stan zapalny palca, spowodowany dawniejszym urazem paznokcia na jednym z meczów FCBA (znaczy się pęknięciem). Szkita w miskę i dawaj moczyć palucha w sodzie.

Myślę sobie, żesz kurwa, co ja takiego zrobilem, że mnie to spotyka? Ale zdaje się, że widzę już przyczynę tych wszystkich zdarzeń. Jest to niemoc drużyny FC Bez Atu w spotkaniach o punkty. Chłopaki, ratujcie mnie! Musimy wygrać jakiś mecz, albo w ogóle nie wychylam nosa z domu, strach pomyśleć co się stanie jak wyjdę na ulicę :)) Musimy przerwać to fatum, które ciąży nad naszą drużyną, a wyżywa się na biednym mua (czemu nie ktoś inny? tylko raz zapomniałem koszulki klubowej na sparing ;)

Pozdrawiam,
(*) Robert (*)

Wszelka zbieżność osób występujących w treści artykułu do rzeczywistych postaci jest całkowicie zamierzona.

PS: To wszytko naprawdę się zdarzyło, nic nie zmyśliłem ;)
PS2: Jak wykuruję szkitę to zagram w sobotę, trzymajcie kciuki. @ 20-10-2004 15:43



Dwoch kibicow FCBA obejrzalo inauguracyjne spotkanie z Desperado :) Wysoka porazka nie napawa na pewno optymizmem jednak w nastepnym meczu wierze ze zagramy jednak lepiej. Dzisiaj bardzo dobry mecz rozegral Janek - nie zawinil przy zadnej bramce i jemu glownie zawdzieczamy, ze nie bylo gorzej. Kilka niezlych akcji mial Zdzisiek. Jego kolega - nasz nowy nabytek - to troche jeszcze niewiadoma ale jak sie z czasem przyzwyczai do atmosfery ligowej nie powinno byc zle. Porazka porazka - to sie zdarza. Martwi mnie natomiast, ze niektorzy to zdaja sie jakby zupelnie nie wierzyc w to co robia. Na szczescie sa w mniejszosci niemniej jednak to co robia to troche jak kopniak dla tych co mysla inaczej. Jak mamy robic postepy jak z artykulow czytam, ze na pewno nie bedziemy przestrzegac zalozen, ze na pewno bedzie trudno i dobrze by bylo nie przegrac za wysoko ? NIE TAK MAMY GRAC. Wychodzenie na boisko z takim nastawieniem to czysty masohizm. W kazdym meczu wkładamy 100% bo GRAMY O ZWYCIESTWO - na tym to polega. Inaczej to nie ma sensu. Na szczescie jak patrze to wiekszosc FCBA mysli podobnie - apeluje do pozostalych zeby to przemyslec. Z Dziecmi W. musimy zagrac duzo lepiej. Pozdro. / Tadek
@ 16-10-2004 18:30



Źle rozpoczął się nowy sezon dla FCBA. Ulegliśmy nie grającemu wielkiej piłki zespołowi Desperado (hit dnia: długie piłki górą na wbiegających) aż 1 do 7. Do przerwy było przyzwoicie, mimo iż przegrywaliśmy 0:2. Nie stworzyliśmy jednak praktycznie ani jednej klarownej sytuacji podbramkowej (choc próby pokonania bramkarza przeciwników były).

W drugiej połowie zamiast odrobić straty, zagraliśmy żenująco słabo i tylko niskiej skuteczności Desperado zawdzięczamy uniknięcie kompromitującej dwucyfrówki.

Nie ma co wytykać indywidualnych błędów, gdyż cały zespół zagrał tragicznie. Nie rokuje to zbyt dobrze przed pojedynkiem z silną drużyną Dzieci Warszawy za tydzień.

FCBezAtu-Desperado 1:7 (0:2), bramka: Zdzisiek (k). --Świeży @ 16-10-2004 16:19



Jak zagrać w sobotę? I tak wiem, że nigdy nie realizujemy przedmeczowych założeń, ale co tam, klawiatura wytrzyma wszystko:

1. Zmiany formacjami: atak - Tadek, Piotrek, Zdzisiek; obrona: Rysiek, Robert, Radek, ja.
2. Ja wiem że w piłce chodzi o zdobywanie bramek a guru Engel napisał nawet książkę Futbol na tak. Ale proponuję skoncentrować się na tym, co najbrzydzse, a więc na uprzykrzaniu, przerywaniu, wybijaniu z rytmu rywali + kontry. Toteż zwłaszcza ważne jest, żeby nominalni napastnicy zap...lali za dwóch i realizowali zadania defensywne.
3. Z przodu proponuję zagrać coś wyjątkowo mało ambitnego: piłka do Zdziśka i niech on coś tam wymyśli ;) Ewentualnego wsparcia ma udzielać drugi napastnik. Ważne, żeby grać bez straty i nie dopuszczać do kontr - dlatego nawet lepiej wyj...ać piłkę jakimś głupim lobem w aut niż się kiwać (wyjątek: Zdzisiek, zawodnik spełniający funkcję napastnika przy szybkiej kontrze).
4. Z tyłu nie ma co pisać, poza może Robertem nie mamy klasycznych obronców, błędy indywidualne były w każdym dotąd meczu i na pewno przytrafią się w sobotę. Zwłaszcza stałe fragmenty to dramat; jedyną receptę, a i to wątpliwą, widzę we wzajemnej asekuracji. Zresztą nie ma co się łudzić, na zero z tyłu nie zagramy, chyba że Janek będzie miał dzień konia.

No i tyle mojego pitu-pitu, a i tak każdy będzie grał po swojemu :)
--Świeży @ 15-10-2004 02:07



Doprawdy, bardzo trudno znaleźć jakiekolwiek pozytywy po dzisiejszej gierce na Koncertowej. Kiedy wracaliśmy żelazną \"czerniakowsko-sadybiańsko-wilanowską\" ekipą do domu, zupełnie nic nie przychodziło mi do głowy. Na szczęście nabrawszy pewnego dystansu zaczynam dostrzegać dobre strony tego blamażu (8:21). I tak:
1. Chyba odzyskaliśmy zaległe koszulki (Tadek miał mediować w tej sprawie z Grześkiem i Marcinem).
2. Tak, to prawda: zawiodły i atak i obrona, ale nie da się tego powiedzieć o bramce: a to z tego prostego powodu, że Janka-etatowego golkipera nie było ;)
3. Nastąpił Wielki Powrót Subasy - tak długo wyczekiwany przez fanów! Niestety, utalentowany Japończyk (w tym meczu kilka ładnych bramek, słynne rajdy) rozwiązał z nami kontrakt, a szkoda...
4. Płaciliśmy po dychaczu zamiast 12 zeta! A koledzy Michała (podobno) po 231 zł.
5. Nie było Zdziśka: zawsze można więc powiedzieć: gdyby był Zdzisiek, to byłaby inna gra ;)
6. Drużyna wykazała się wielkim boiskowym cwaniactwem (niektórzy powiedzieli by, że desperacją lub chamstwem) zdobywając kilka bramek strzałami zza połowy (hje, hje, hje).
7. Wyczerpaliśmy limit pecha (chyba). Ja np.: samobój, pieprznięcie Radka piłką w głowę.

W sumie więc choć było źle, było nawet tragicznie, a dodatkowo nie można powiedzieć, że w sobotę nie będzie jeszcze gorzej, to warto było zagrać, aby \"woda sodowa nie uderzyła nam do głowy\", że już niby takimi mistrzami jesteśmy ;) --Świeży @ 15-10-2004 01:48



Świeży oprócz talentu pisarskiego ma także wnikliwe zdolności analityczne ! W połączeniu z umiejętnościami piłkarskimi tworzy to obraz prawdziwego omnibusa. Co chciałbym dodać do najnowszego, obszernego, bo aż dwuczęściowego, artykułu:
1)jak nie krzyczę to w sumie gramy w obronie tak samo jakbym krzyczał, a za to jest mniej spięć
2)na Lazurową jest cholernie daleko; uznanie dla Zdziśka i Łukasza, którzy dotarli tam transportem publicznym (i to przed zmotoryzowanym Kowalem ^^)
3)koledzy z Wieprzy stosowali świetny schemat ataku, wymianę dwóch podań w pełnym biegu (pierwsze podanie na skrzydło, połowa naszych leci do gościa, zwalniając miejsce przynajmniej jednemu oponentowi, do którego natychmiast adresowane było kolejne podanie)
4)nasze kontry w zbyt wielu przypadkach kończyły się schodzeniem zawodnika z piłką na to właśnie skrzydło, gdzie czaił się ktokolwiek, kto poszedł w sukurs; co nie gwarantowało otwarcia drogi do bramki (chyba że mojej, strata piłki w narożniku boiska przez zakiszonych dwóch &|8216;zielonych&|8217; i patrz punkt 3))
5)Łukasz grał całkiem spoko, za często jednak w obronie wywalał piłkę, miast przyjąć i odegrać, no i przeważnie krył puste pole zamiast jakiegoś przeciwnika
Pewnie wszyscy czujemy, że na Desperado dzisiejsza gra nie starczy. Pozdro, Janek
@ 9-10-2004 02:03



CZĘŚC DRUGA
CO JEST !??
no nic, kontynuuję:
ZAWODNIK ZDZISIEK: walczył niczym błędny rycerz, przedzierał się, rozgrywał, strzelał, rzadziej podawał, ale też. Chyba najlepszy w drużynie. Kilka bramek, kilka asyst. Trzeba go dobrze ustawić i będzie zdobywał dla nas bramki honorowe w każdym meczu!
ZAWODNIK ŁUKASZ: występ poprawny, ale widac było brak pewności siebie przy niektórych interwencjach i niedostatki taktyczne (nie zawsze sie dobrze ustawiał). Nie wiem jakie jest zdanie Sz.P. Łukasza na temat gry w FCBA, bo jakoś nie pogadaliśmy; sądzę jednak, że po odbyciu merytorycznej rozmowy uświadamiającej ze starszyzną (Tadek, spec od taktyki- Robert) może wyrosnąć na ludzi.
JA: nie ma za bardzo o czym gadać, tak se. Słabo tradycyjnie z tyłu (w końcu jestem nominalnym obrońcą;)), nieco lepiej z przodu. Szczególnie zabolał kanał przy próbie przecięcia podania. Sporo niecelnych podań, dobre właściwie tylko górą, a jak wiadomo, tak się na porządnej hali nie gra. Jest materiał do przemyśleń - jak to po każdym meczu:)

PODSUMOWANIE: powtórka z zeszłorocznego meczu z Desperado niestety nie jest wykluczona. Trzeba jednak pamiętać, ze graliśmy bez Tadka i, zwłaszcza, bez Roberta, który kieruje naszymi poczynaniami defensywnymi.
Proponuję z Desperado zagrać tak, jakby to był mecz o życie. Wtedy unikniemy blamażu. Każde odpuszczenie nogi może być tragiczne w skutki. Nie wolno też dopuścić, żeby za szybko rozwiązał się worek z bramkami bo popłyniemy.
Nad innymi aspektami pomyślę jeszcze...
--Świeży @ 8-10-2004 23:55



CEL: Analiza meczu FCBA-Mehisto*.

*drużyna z którą graliśmy podała wprawdzie inną nazwę, jednak wnioski po przeprowadzonej naocznie obserwacji są oczywiste: to było Mehisto.

PRZEBIEG MECZU [ANALIZA MATEMATYCZNA]:
0:1,0:2,0:3,1:3,1:4,2:4,3:4,4:4,5:4,6:4,6:5,7:5,7:6,7:7,8:7,8:8,9?:8= 8,5:8.

PRZEBIEG MECZU [ANALIZA ROZSZERZONA-OPISOWA]:
Mecz rozpoczął się dla nas bez mała szokująco: po niecałych 5 minutach Mehisto prowadziło 3 koło. To było jak uderzenie ciężkim tępym przedmiotem w głowę i można było mieć wątpliwości, czy jeszcze będziemy w stanie nawiązać walkę. Jednak w meczach FCBA-M to jest piękne, że racjonalnie przewidzieć niczego sie nie da. Po faulu na Zdziśku i ka-pi-tal-nym strzale z wolnego (zgadnijcie, kto strzelał?;)) złapaliśmy kontakt. Niestety, moment nieuwagi, jakich zresztą było wiele, kosztował nas stratę kolejnej bramki i to w najgorszej chwili, bo właśnie zbieraliśmy siły do walnego szturmu na bramkę przeciwników. Wtedy mówiąc szczerze pomyślałem sobie, że może byc kiepsko. Skórę uratował nam Rysiek - po jego...hmmm, nazwijmy to zagraniu (bo na pewno nie był to strzał ani dośrodkowanie) piłka wtoczyła się przy słupku do bramki obok rozpaczliwie interweniującego golkipera.

Gol zdobyty w ten sposób przywrócił nam wysoki poziom nadszarpniętego morale i zaczęło nam wreszcie coś wychodzić. Nastąpił zdecydowanie najlepszy okres gry w naszym wykonaniu: sporo akcji płynnie zazębiało się naprawdę i to, że prowadziliśmy maksymalnie dwoma zaledwie golami wynikało raczej z naszej kiepskiej skuteczności, a nie z dobrej gry Mehisto.

Niestety troche nas to uśpiło, niewykorzystane sytaucje klasycznie zemściły się i przecwinicy po ładnych kontrach doprowadzili do remisu. Ostateczny wynik nie jest do końca jasny - wprawdzie Zdzisiek po kapitalnej solowej akcji zdobył bramkę, ale wcześniej była ręka, nie wszyscy grali no i wogle to nic nie było wiadomo. Na pewno byliśmy jednak bliżsi zwycięstwa niż rywale, dlatego rozsądnie jest przyjąć wynik 8,5 do 8 na naszą korzyść.

NOTY INDYWIDUALNE:
ZAWODNIK JANEK: Na początku grał przy 100-procentowej skuteczności, tzn. wszystko co szło w światło, wpadało. Tak było gdzieś tak do 1:4. Potem jednak się rozkręcił, wnosił do gry spokój, no i tradycyjnie wielokrotnie ratował nam dupę w beznadziejnych sytuacjach. Ogólnie jednak Janek wyglądał na zmęczonego, tak jak by sobie myślał: \"Stoję tu sam a oni napierdalają we mnie tą piłką jak w worek. I po co to wszystko? Po co się głupio narażać? Jestem młody, a jak np. dostanę w głowę? To co będzie, no...?\"
Rekomendacja: to doświadczony piłkarz, sam sobie poradzi. Niepokojące są tylko symptomy \"zawodowego wypalenia\"!
ZAWODNIK PIOTREK: też grał przez większość część meczu przy 100-procentowej skuteczności - za każdym razem, gdy strzelał, trafiał w ścianę. Bramki unikał jak ognia! Z upływem czasu rozkręcał się i pokazał kilka ciekawych zagrań. Grał ogólnie rzecz biorąc solidnie. Tym niemniej wskazany trening strzelecki. Okazja będzie na rozgrzewce, kiedy to tradycyjnie napieprzamy piłką w Janka.
ZAWODNIK RADEK: w ofensywie zdarzały się zagrania wybitne, o pewnym stopniu artyzmu. Kilkakrotnie groźnie główkował i ładnie dogrywał. Wprwowadził również w defensywie prekursorski sposób ustawiania się przy rożnym: krycie od strony środka boiska zamiast od bramki. Pomimo naszych usilnych próśb, aby zmienił strony, pozostał przy swoim. Plus za konsekwecję, minus za tworzenie zagrożenia pod naszą bramką.
ZAWODNIK RYSIEK: Tradydcyjnie dobry duch drużyny, podrywał do boju, szarpał, zdobywał kluczowe bramki, walczył, gryzł parkiet. Dobry występ. Jak zwykle też najaktywniejszy na ławce: jego nieustanne wrzaski (\"Kto chce zmianę? Zmiany, robimy zmiany!\") umilały atmosferę.
ZAWODNIK ZDZISIEK: @ 8-10-2004 23:40



Dzisiejszy mecz vs MS-Stars moze okazac sie dla nas bardzo cenna lekcja pod jednym warunkiem : musimy sobie jako druzyna jak rowniez kazdy z osobna zakodowac jedna podstawowa zasade a mianowicie \"po pierwsze obrona, po drugie nie stracic po trzecie kazdy kogos kryje EWENTUALNIE po czwarte jak jest okazja to wychodzimy z kontra\". No i biegamy na maxa i zmiany. W ten sposob nie bedzie to taki radosny futbol ale moze uda sie cos osiagnac. Znaczy sie taka troche Valerenga. Klasyczna prawda mowi bowiem \"zespol buduje sie od obrony\" - dopoki bedziemy o tym pamietac to z meczu na mecz powinno byc lepiej. Nie mogl bym nie napisac jeszcze : Swiezy - SZACUNEK :) Radek - (jeszcze raz) - Gratulacje ! Do boju ! / Tadek :) @ 8-10-2004 01:22



Ha! A nawet: \"Ha! Ha! Ha!\" W meczu przedsezonowym FCBA, a ściślej część drużyny składająca się z Tadka-kapitana, Roberta, Janka, Ryśka, mnie i Michała S. oraz Andrzeja(jako Special Guest Stars) wystąpiła na Koncertowej przeciwko \"Gwiazdom M.S.\". W meczu tym postanowilismy zagrać ładny dla oka, ofensywny futbol. Efektem było 14 strzelonych bramek!!! Niech więc drżą bramkarze naszych ligowych rywali. Fakt że przeciwnicy zdobyli około 30 bramek w niczym nie umniejsza naszego niebywałego sukcesu. Zwłaszcza, że graliśmy osłabieni brakiem magistrów, którzy pozostali w okolicach \"Gęsi\" i ślad po nich zaginął, a którym z tego miejsca jeszcze raz serdecznie gratulujemy :)
Należy się tylko zastanowić, czy dla odmiany jutro z \"Wieprzami\" nie należałoby zagrać równie efektownie w defensywie. That is the question, jak mawia klasyk. I z tym problemem was zostawiam...--Świeży @ 8-10-2004 00:55



Nowy sezon oficjalnie rozpoczal sie u nas juz dzisiaj - Liga Typerow wlasnie rozpoczela swoja dzialalnosc :) FC Bez Atu w inauguracyjnej kolejce ponownie zmierzy sie z Desperado. Bedzie to dobra okazja do rewanzu za inauguracje z poprzedniej edycji. Najstarsi gorale z pewnoscia pamietaja nasze poczatki - teraz zobaczymy jak to wypadnie na tle tego samego rywala dokladnie rok pozniej. W grupie mamy takze znane nam zespoly ePro, Cienkie Piorka, Parowka, Dzieci Warszawy, Mehisto oraz Racjonalny Traktor a takze Dzieci Smitha. Shudoh, SQUAD oraz Samaobrona to ekipy z ktorymi zmierzymy sie po raz pierwszy. @ 7-10-2004 15:05



Jako, że sezon zbliża się nieubłaganie - ważne sprawy organizacyjne:

I tak, pierwsza, zapewne najmniej przyjemna kwestia, to sprawa funduszy :( Z tego co wiem (via forum), to Janek rozmówił się ze Sławkiem i musimy wpłacić całość jeszcze przed rozpoczęciem sezonu. CZYLI należy zebrać bagatelną kwotę 1700 polskich nowych złotych. Proponuję aby każdy zabulił po 2 stówy, a potem się zobaczy co zostanie (o ile wogóle). W sumie nie wiadomo do końca ilu nas naprawdę gra. Czy Ździsiek zdecydował się na 100%? I co z Tomem, będzie czy nie będzie grał? Najlepiej napiszcie coś na forum na ten temat.

Druga sprawa, to karta zgłoszeń, którą można zresztą pobrać z
http://www.halowaliga.stereo.pl/karta_zgloszenia_druzyny.doc
Proponuję, żeby na najbliższy trening ktoś z obecnych (mnie nie ma) wydrukował tę ścierę i powpisujemy swoje dane. Im wcześniej zaczniemy tym lepiej, potem nie będziemy latać jak kot z pęcherzem. Z tego co się doczytałem w regulaminie, to pkt.1 - Zmiany składów mówi, że [Zmian zawodników (uzupełnienie składu), można dokonywać wyłącznie po pierwszej rundzie (do 18 kolejki wyłącznie)]. Tak więc na dzień dzisiejszy nie musimy na siłę wciskać 12 graczy, wystarczy tylu ilu mamy (no właśnie - ilu? - 8/9?), a potem się zobaczy. Apropo ilości zainteresowanych, to kasa przy 8 zawodnikach to niestety ponad 2 paki, ale przy 9 już poniżej 2 setek.

Co do regulaminu, to warto, żeby każdy go przeczytał. Jest parę ciekawych informacji, typu: wszystkie wolne bezpośrednie, zakaz wślizgów i noszenia damskiej bielizny itp. Żeby potem nie było nieporozumień i wstydu ;)

W zasadzie to tyle co mi ostanio zaświtało w łepetynie odnośnie spraw organizacyjnych związanych z naszym wspaniałym, dynamicznie rozwijającym się klubem. Miejmy nadzieję, że wspaniałe asy drużyn takich jak Wisła i Legia dorosną kiedyś do naszego poziomu. (elokwencji)

Pozdrawiam całe FCBA.
(*) Robert (*) @ 6-10-2004 12:26



Mecz się odbył. FCBA zmierzyło się z drużyną określającą się jako NO COMMENTS. Ja osobiście nie byłbym dla nich tak surowy, coś tam te chłopaki jednak czasem zagrają ;) Ale skoro oni sam tak...

Co bystrzejsi dostrzegą, że nie było to nasze pierwsze spotkanie z tą bandą. A jednak początek był podobny - po głębokim zastanowieniu odrzuciliśmy boiska na Migdałowej oraz Kościelne (kiepska murawa, niewyraźne linie, brak chorągiewek, no i, nie owijajmy w bawełnę, tłok; a co to za przyjemność jak np. 4 drużyny jednocześnie gniotą się na jednym obiekcie?). Padło więc tradycyjnie dla meczów FCBA-NC na obiekt \"International American School\" (chociaż nie przypuszczam, aby w Stanach istniały boiska choćby przypominające to nasze; no może w jakichś biednych murzyńskich dzielnicach). Ale nie ma co narzekać - bojo sie zmieniło od ostatniej naszej wizyty na plus, znaczne jego fragmenty zostały chyba zaorane, stosunkowo mało było dołów, śmieci i innych naturalnych przeszkód terenowych.

Zaczęliśmy więc emocjonujący mecz. Skład: Janek- Kowal, Michał S., Radi, Świeży (narrator)- Piotrek, Zdzisiek. Ustawienie było takie, jak widać w zdaniu poprzedzającym to obecne, które się właśnie kończy. Nasza taktyka polegać miała na uważnej grze w obronie i płynnym przechodzeniu do kontry po odbiorze piłki w środku pola. Co do ataku pozycyjnego, to pofałdowana murawa nie sprzyjała grze kombinacyjnej, dominował więc klasyczny wariant \"liverpoolski\" (czy też koreański), czyli rzucanie górnych piłek do Piotrka, który je zgrywał głównie na Zdziśka. A Zdzisiek, jak to elegancko ujął Michał S., \"dobry jest technicznie, więc niech coś tam już zrobi\".

Mecz zaczął się niestety od zimnego prysznica - przy rzucie rożnym zawiodło krycie i jeden łobuz z NC głową zdobył bramkę. Potem walka była wyrównana, ale jak by to powiedzieć...jedna z kolejnych akcji przeciwników zakończyła sie strzałem chyba w długi róg. 0:2. Tego juz jednak było za wiele! Zaryczały lwie serca zawodników Walecznej Drużyny! Po sprytnie zagranym wolnym (podawał Zdisiek) i przepięknej asyście (Świezego, to znaczy mojej) Piotrek wpakował piłkę do bramki obok rozpaczliwie interweniującego bramkarza. 1:2. W tym okresie gry zaznaczyła się nasza wyraźna przewaga. Efektem była akcja, po której sędzia (w tej roli wystapił okazyjnie Michal S.) nie miał wątpliwości i wskazał ręką \"na wapno\". [Gwoli ścisłości: Zdisiek wykonał pad z taką maestrią, że po meczu nawet on uwierzył, że był faulowany! Oby tak w lidze, z tego chłopaka będą ludzie!;)] Karnego precyzyjnie wykonał sam poszkodowany (na pewno się poturbował przy upadku!): piłka w jednym rogu, bramkarz w drugim i mieliśmy remis 2:2.

Potem były dwa fakty, choc nie pamiętam kolejności: przerwa oraz bramka dla NC na 3:2. To zresztą nieważne, nie ma się nad czym rozpisywać. Grunt, że wyrównanie padło po fenomenalnym strzale Michała S. - przepiękny strzał w pełnym biegu w okno! A więc 3:3.

Druga połowa to prawdziwa walka, nikt nie cofał nogi, gra się nieco zaostrzyła. Osobiście sądzę, że my graliśmy jednak trochę za miękko, ale co tam. Straciliśmy bramkę na 3:4 i w nasze szeregi wkradło się zwątpienie. Nie było nikogo, kto by przyjął na swoje barki ciężkie brzemię odpowiedzialności i poderwał zespół do walki. Nie było nikogo, kto by wziął piłę, zakręcił obrońcami i oddał celny, soczysty strzał. Aż tu nagle zawodnik oznaczony zdaje sie numerem trzy w potędze drugiej przejął futbolówkę przy bocznej linii boiska, zszedł do środka mijając zwodem obrońcę i zza hipotetycznie tylko istniejącej linii pola karnego oddał piorunujące uderzenie! Podkręcona mocno piłka odbiła się jeszcze od słupka i załopotała w hipotetycznie istniejącej siatce obok bezradnego bramkarza. Niestety! Zapadające powoli ciemności uniemożliwiły mi dojrzenie nazwiska na zielonej koszulce strzelca:( Tylko wiatr szumiał: Widzieliście?! Świeży, napisz o tym! No tak czy inaczej 4:4.

Potem właściwie nie wydarzyło się już nic godnego uwagi. I wogle ciemno było, a my myślami byliśmy tam, gdzie byli zawodnicy Legii podczas meczu z Austrią Wiedeń, czyli tak dokładnie to niewiadomo gdzie...Zawodnicy NC twierdzili po meczu, że jakiś karny podobnież wykonywali i niby się skończyło 4:5. Jednak moje niezależne źródła (Kowal, Radi, Michał) tego nie potwierdzają.

Podsumowując, fajnie się grało, ale warto by jednak coś na hali pokopać.
FCBA-NC 4:5 (bramki: Piotrek, Zdzisiek (k), Michał, ?) --Świeży @ 1-10-2004 22:15



Kilka uwag odnośnie nadchodzącego sezonu:

I tak, po pierwsze, to musimy zdefiniować cele drużyny na ten sezon. Wg. mnie, to głównym zadaniem będzie górna połówka tabeli (zakładając, że nadal gramy w IIb/III lidze, a nie wrzucili nas przypadkiem do I ligi ;)). Sądzę, że jeżeli w połowie sezonu uda nam się uzyskać miejsce w górnej połówce, to poźniej powalczymy o awans (ale optymista ze mnie).

Druga sprawa, to odpowiednie przygotowanie do każdego meczu. Chodzi o to, żeby nie przychodzić 10 minut przed rozpoczęciem, a potem umierać na boisku przez caly mecz. MUSI być porządna rozgrzewka, bez piłki i potem z piłką. Żeby dokonać tego cudu, musimy: 1. Przychodzić na pół godziny przed meczem. 2. Ci, co mają piłkę, (czyt. Janek) niech ją przyniosą do kurwynędzy 3. Trzeba też zadbać o wodę - powinny być ze 2-3 butelki. Ja zawsze przynoszę, więc niech jeszcze ktoś się zmobilizuje.

I po trzecie, WSZYSCY muszą zrozmieć, że dobro drużyny jest najważniejsze. Jak ktoś nie ma siły - schodzi, a nie stoi na boisku. Jeżeli może podać albo pecić w wychodzącego bramkarza, niech PODA. Kto nie potrafi zrozumieć, że nie jest ważne, żeby samemu strzelić bramkę, ale żeby wygrał zespół - niech wypierdala, a nie potem chodzi zadowolony, że strzelił gola i nie jego wina, że drużyna przegrała 1:4.

To zgrubsza tyle wywodu, liczę na odzew na forum ze strony zainteresowanych.
(*) Robert (*) @ 28-09-2004 13:26



Po heroicznym boju na ulicy Karolkowej przyszedł czas na spokojny trening, czyli pomeczowe sprawdzenie formy, poprawianie błędów, drobne korekty taktyczne etc. Oczywiście zgrupowanie rozpoczęło się jak zwykle od lutowania na bramkę bronioną przez skromną autora osobę; nadmienić należy, że tym razem wyjątkowo dysponowaliśmy aż dwiema piłkami. Drużynę reprezentowali: Świeży, Radek, Kowal, Piotrek, ja, oraz Andrzej z radia. Zwyczajowe strzelanie z każdej pozycji urozmaiciliśmy ćwiczeniami \\\'podanie-odegranie z klepy-strzał z pierwszej piłki\\\', co pokazało, że mamy znakomite zadatki na grę w rugby. Po jakichś dziesięciu kursach za drucianą siatkę (wszyscy solidarnie wywalili piłkę przynajmniej po razie, nawet niżej podpisany podczas interwencji) podjęliśmy z inicjatywy Świeżego gierkę 3 na 3 w poprzek boiska. Bo wprawdzie strzelanie jest fajne, ale w kontekście ligowych zmagań przydałoby się poćwiczyć grę zespołową. Osobiście pomyślałem, że stracimy w ten sposób walor rozrywkowy (niespotykane zagrania głową Andrzeja, Kowala ręka boga, moje ręce dziurawe), ale rygor taktyczny, jaki sobie musieliśmy narzucić w trakcie gierki nie wyeliminował kiksów - na szczęście, bo przecież przede wszystkim przyszliśmy do Pyr się dobrze bawić. Tu trzeba wtrącić, że dyrekcja miejscowej szkoły najwyraźniej nie lubi, gdy przyczynia się do czyjejś rozrywki. Mianowicie zastaliśmy obie bramy prowadzące na kompleks sportowy zamknięte. Absolutnie niezrozumiałe. Generalnie, dla sportowców pokonanie płotu nie stanowiło problemu, ale udało się pograć tylko 90 minut, zanim cieć ostatecznie zainterweniował. Sam zapewniał, że nie ma przeciw graniu nic, ale \\\'prikaz dyrektorki\\\' obowiązuje. Najsilniejszą teorią tego stanu rzeczy jest zemsta za kradzież bramkowych siatek. Albo ciało pedagogiczne czerpie zyski z innych rozrywek popularnych wśród młodzieży, a tak dobre przecież boisko odciągało uczniów od klatek schodowych i przypalanych sreberek. Chyba za wcześnie jeszcze na uznanie obiektu za stracony... Może ktoś ukradnie łańcuch z bramy :P Na zakończenie można podać parę faktów z wewnątrzdrużynowego pojedynku. Zielone koszule włożyli Radek, Świeży i Kowal; to im właśnie przypadła wiktoria. Nie ma mocnych przesłanek, czemu akurat oni wygrali i czemu tak wysoko (18:11 ? )... Przecież nie byli ani szybsi, ani waleczniejsi... Pewnym wytłumaczeniem może być fakt, że grali z kontry - to może być nasz styl w lidze ! No i może też ten duch drużynowy, który rodzi się w szeregach FCBA; zielony kolor jego sztandarem ^^. Zaangażowanie \\\'zielonych\\\' zaowocowało nawet ukuciem terminu \\\'boiskowej masonerii\\\' - było ich wszędzie pełno. To, jak ochrzczono mnie, przez wzgląd na dobro bujnej kariery pominę. Generalnie, grało się wporzo, ale następnym razem chyba trzeba będzie poszukać sali. Zwyczajowym pozdro żegna Janek @ 26-09-2004 04:54



Ha! Janek odwalił za mnie całą robotę! Co do treningu dzisiejszego, to powiem tylko, że momentami wychodziły nam takie zagrania, które w lidze po prostu nie mają prawa wyjść:) Dlatego warto było dzisiaj przyjść, żeby wyszły chociaż ten jeden raz. Na koniec postawię kilka pytań, na które tylko co bystrzejsi znajdą może odpowiedzi: 1. Czym jest zagadkowa \"futbolowa masoneria\"? 2. Kto zasłużył na przydomek \"The Rock\"?! 3. O której trzeba się umówić z Ryszardem na rogu Sikorskiego i Wilanowskiej, żeby zdążyć do Pyr na 10.00 [tego to nawet ja nie wiem]? 4. Kiedy średnia bramek zdobywana przez Wisłę u nas w lidze w meczu spadnie poniżej czterech [podpowiedź: nie dzisiaj!]? A na poważnie: czy Pyry Park Stadium jest stracone? Chociaż ja tę dyrektorkę w sumie rozumiem, przecież jak po takim boisku sie depcze, to ono się może zniszczyć...--Świeży @ 25-09-2004 21:52



Nasz nowy adres to obecnie www.fcbezatu.liganova.pl, kolejna informacja jest taka, ze nasza strona zostala przeniesiona na nowy serwer. Jest nowy adres niemniej jednak stary tez bedzie dzialal. Tradycyjnie prosze o wszelkie informacje odnosnie tego co z uwagi na przeprowadzke moglo chwilowo przestac dzialac poprawnie :) @ 23-09-2004 14:46



Znowu nikt nic nie napisał, a więc to mi przypada zaszczyt zreferowania kolejnego wydarzenia "z życia walecznej drużyny". Otóż udało nam się zagrać pierwszy mecz oficjalny w nowym sezonie! To sam w sobie sukces numer jeden - organizacyjny. Sukcesem numer dwa był niewątpliwe wynik: zwyciężyliśmy 5:3 (bądź 3:2 oraz 2:1, jeśliby uznać, że to były jednak dwa mecze, a padały takie koncepcje). Ale - tak czy inaczej wychodzi na nasze :)

A zaczęło się wszystko jak w starym ruskim dowcipie ("-Ej Saszka, podobno na Placu Czerwonym w Moskwie rozdają złote zegarki? -Tak, to prawda, tyle że na Placu Czerwonym nie w Moskwie, a w Erewaniu, nie zegarki, tylko rowery, i nie rozdają, tylko kradną"). No więc boisko najpierw zmieniło się się z obiektu ze sztuczną murawą w troche nierówne klepisko (co zresztą niewątpliwie pomogło nam osiągnąć korzystny wynik;)), a potem "turniej z udziałem 4 drużyn" okazał się zwykłym sparingiem. No, ale to dobrze, można sobie było pograć do woli (nawet aż za bardzo, mnie to nawet skurcze zaczęły łapać jak porządnego ligowego wyjadacza).

Skład był taki: Janek, Robert, Kowal, Piotrek, Grzesiek, Zdzisiek, ja. Przeciwnicy (nazwijmy ich "Polfa Warszawa") dysponowali zbliżoną liczbą zawodników. Mecz był raczej szarpany, nie stał na najwyższym poziomie, przez długi czas utrzymywał się wynik bezbramkowy. W końcu ładną solową akcją popisał się Zdzisiek - minął chyba ze dwóch rywali i uderzył...w sumie tak jakoś dziwnie lekko i w środek, co jednak okazało się zaskoczeniem również dla bramkarza! Padł więc premierowy gol, który nas uksrzydlił, dodał wiary we własne siły itp. Na rezultaty nie trzeba było długo czekać - Polfa bardzo szybko wyrównała (byłem pewien, że piłka wyjdzie za, ale nie wyszła...). Potem już nie pamiętam jak bramki padały, ale było ich na pewno tyle, ile mówię.

Tak więc pozytywem jest zwycięstwo, będące prognostykiem przyszłej wysokiej formy, miejmy nadzieję. Negatywem jest z kolei gra L. w PP w dzisiejszym meczu ze Świtem - no ale to już zupełnie inna historia...--Świeży

@ 22-09-2004 20:49



Kolejny etap przygotowań do nowego sezonu za nami. Na dzisiejszym treningu wszystko było idealnie: super-pogoda, wspaniała (tradycyjnie w Pyrach) murawa, nawet piłka była. Ale zaraz, czegoś zabrakło...! A, już wiem: zabrakło zawodników FCBA.

Z tzw. "podstawowego składu" stawiły się 2 osoby. Wzmocnił nas Andrzej-prosto-z-radia oraz kolega Zdzisiek. Posiadając piłkę oraz niespożyty zapał do gry, najpierw tradycyjnie strzelaliśmy bez sensu na bramkę; potem zagraliśmy z "karne-akcje-wolne". W końcu odbyła się gierka 2 na 2. Nawet fajnie się grało, można powiedzieć.

Słów kilka o Zdziśku: poziom gry trudno oceniać po kilkunastu raptem minutach grania, ale sprawiał on wrażenie, że jest lekko powyżej naszej drużynowej średniej. Facet nie ma problemów z kondycją raczej, podać umie, strzelić też, "widzi" co się dzieje. Jeśli chodzi o szczególnie istotną w naszym przypadku grę defensywną, to trudno coś powiedzieć po tak krótkim meczu. Czyli podsumowując, byłby chyba (podkreślam: chyba) wzmocnieniem. Tylko pytanie, czy będzie. Tak na marginesie, gość mieszka w Falenicy. Czy wy, łobuzy, wiecie, gdzie jest Falenica?! I o której rano trzeba się zerwać, żeby zdążyć rano w sobotę na 9.50 do Pyr?!?!

Tak więc organizacyjnie trening wypadł, ujmijmy to w sposób łagodny, nieszczególnie ;) Pozostaje mieć nadzieję, że od tej pory będzie już tylko lepiej, a całe zło (korupcja, terroryzm, zawodnicy niestawiający się na treningi, nepotyzm etc) zniknie z tego świata! --Świeży
@ 11-09-2004 17:35



Sezon 2004/2005 został oficjalnie rozpoczęty! 4 osoby z żelaznego składu plus 2 ochotników (Grzesiek i Andrzej G.) stawiło się w Pyrach o 10.00 czasu miejscowego. Aura od razu dała znać o sobie i pierwsze (bezładne) kopnięcia odbywały się w lekkim deszczyku. Okazało się też, że ogrodzenie w Pyrach jest dla nas znacznie za niskie, bo kiedy człowiek jest w formie i piłka najdzie na woleja...Słowem kilka kursów po piłę każdy zaliczył.

Bez zbytniego opieprzania się przystąpilismy do pierwszego w tej rundzie meczu ("Zieloni na resztę"). Trzeba powiedzieć, że nikt się nie oszczędzał za wyjątkiem końcówki, kiedy to oszczędzali się prawie wszyscy z klubowej starszyzny. Tylko Janek i Piotrek toczyli do samego końca heroiczne pojedynki, co było o tyle korzystne, że i było na co popatrzeć, i było komu pobiegać. Braki kondycyjne tradycyjnie były nadrabiane doświadczeniem.

Ogólnie trening ocenić należy pozytywnie; martwi mnie tylko, czy brakujące ogniwa (Tadek, Ryszard, enigmatyczne wzmocnienia) zdołają szybko nadrobić zaległe jednostki treningowe;) --Świeży @ 4-09-2004 18:54



Sobota 5 czerwca to był dzień w historii klubu bogaty w wydarzenia. Najpierw część składu wzięła udział w (zwycięskim) meczu w Pyrach. Potem odbyła się impreza, która była jednocześnie pożegnaniem niekwestionowanego Wodza drużyny (wylatuje wkrótce na czas jakiś za Wielką Wodę), przyjęciem urozdzinowym gracza Radosława (były tort i żubrówka a nawet śpiewy), a także inauguracją Ojro'04. Co do Ojro, to chyba nikt nie trafił wyniku pierwszego meczu, w drugim ja typowałem niespodziankę, ale Ruscy zagrali dramatycznie słabo.

Dodać też trzeba, że w grze drużyn na Mistrzostwach zaobserwowaliśmy wiele podobieństw do stosowanych przez nas rozwiązań, co świadczy zapewne o tym, że dział "taktyka" u nas na stronie bywa odwiedzany także przez trenerów zagranicznych.

No i to tyle. Jutro gramy, kto dotrze na bojo, temu chwała;)

--Świeży @ 12-06-2004 23:52



W ramach rewanżu za zeszły tydzień tym razem to koledzy z Mediatela stawili się w liczbie nikłej, a konkretnie osób trzech. Ale że nas było 6, dało się pograć, no i nawet fajnie było. Tzn. nie żebyśmy grali w sześciu na trzech:) Wynik tradycyjnie był wysoki, gdzieś tak 14:11, sporo bramek tradycyjnie filmowej urody, niestety nie zostało to nigdzie uwiecznione i przyszłe pokolenia nigdy nie dowiedzą się, co straciły. Osobnym smaczkiem meczu były rodzinne pojedynki: Janek kontra Piotrek oraz Grzesiek versus Marcin. Trzeba przyznać, że z całego meczu te właśnie starcia były zdecydowanie najbrutalniejsze:)) --Świeży

1. Mam nadzieję, że pojawię się w czwartek na hali. Ostatnio jak mnie nie było, odniesione ponoć zostało pierwsze chyba, historyczne zwycięstwo! To musi być przypadkowa zbieżność...;)
2. We wtorek uprasza się o osobiste stawiennictwo przy ul. Łazienkowskiej 3. Obecność obowiązkowa, obowiązują barwy czerwono-biało-zielone (mam nadzieję, że nie pomyliłem ze Śląskiem;))

@ 31-05-2004 01:00



Z Mediatelem graliśmy kolejny mecz przyjaźni. Było mnóstwo bramek (przegraliśmy chyba 19:24), szaleńczych strzałów przez całe boisko (jeden wszedł, mi za kołnierz), parad (obroniłem karnego ^^), pojedynków jeden na jeden (każdemu wyszło przynajmniej kilka pięknych zwodów), nawet gry z klepy. Czego nie było? Zawodników FC Bez Atu.
Co to kurwa jest, żeby nikomu się nie chciało choćby uprzedzić, że nie przyjdzie? Bo na stronie widnieje "nic nie jest zaplanowane" ? Jakby mediatele nas nie chcieli, to by nam powiedzieli na ostatnim meczu. A tak byłem tylko ja i Robert (świetna partia !). Reszta postanowiła pojedynek olać. Nawet Tadzio i Świeży, co jest już niepokojące.
Mam wrażenie, że jeśli damy frekwencyjnego ciała raz jeszcze, to nie przyjdziemy tam już nigdy więcej. Biorąc pod uwagę, że część naszego składu jest niezdolna do zorganizowania czegokolwiek, tracenie takiej szansy treningu, danej nam na talerzu, jest lekkomyślne.
Z lekka zdziwiony Janek @ 23-05-2004 23:42



W niedzielny poranek tłumy waliły na "Narodowy", aby zainaugurować (wreszcie) sezon niehalowy. Przypominam zresztą, że sięgnęliśmy de facto do źródeł, bowiem właśnie takie, znaczy "niehalowe", są zamierzchłe początki drużyny, o których pewnie mało kto już dzisiaj pamięta.

Po dokładnych obliczeniach stwierdzono obecność 5 zawodników. Stadion i nawierzcnia tradycyjnie były nieźle przygotowane. Temperatura ok, nie padało, odpowiednia, wręcz godna Małysza była również, jak sądzę, "termika" (cokolwiek to znaczy)- czyli warunki meczowe bliskie ideału.

Rozegrano wiele pasjonujących, acz stojących na zróżnicowanym poziomie technicznym pojedynków w systemie 2 na 2, który tego dnia został uznany za najlepszy ze szkoleniowego punktu widzenia. Mecze trwały zdaje sie po 10 minut, choć ja osobiście miałem wrażenie, że znacznie dłużej, zwłaszcza pod koniec.

Dodać należy, że na treningu był testowany zawodnik spoza ścisłej kadry FCBA; ten ambitny młodzian spisał się nawet dobrze, ale nie są mi znane plany dotyczące jego przyszłości sportowej. W każdym razie widać, że nasi "łowcy talentów" nie próżnują i to jest pozytyw.
--Świeży
@ 11-05-2004 00:46



Po heroicznym boju na ulicy Karolkowej przyszedł czas na spokojny trening, czyli pomeczowe sprawdzenie formy, poprawianie błędów, drobne korekty taktyczne etc. Oczywiście zgrupowanie rozpoczęło się jak zwykle od lutowania na bramkę bronioną przez skromną autora osobę; nadmienić należy, że tym razem wyjątkowo dysponowaliśmy aż dwiema piłkami. Drużynę reprezentowali: Świeży, Radek, Kowal, Piotrek, ja, oraz Andrzej z radia. Zwyczajowe strzelanie z każdej pozycji urozmaiciliśmy ćwiczeniami \'podanie-odegranie z klepy-strzał z pierwszej piłki\', co pokazało, że mamy znakomite zadatki na grę w rugby. Po jakichś dziesięciu kursach za drucianą siatkę (wszyscy solidarnie wywalili piłkę przynajmniej po razie, nawet niżej podpisany podczas interwencji) podjęliśmy z inicjatywy Świeżego gierkę 3 na 3 w poprzek boiska. Bo wprawdzie strzelanie jest fajne, ale w kontekście ligowych zmagań przydałoby się poćwiczyć grę zespołową. Osobiście pomyślałem, że stracimy w ten sposób walor rozrywkowy (niespotykane zagrania głową Andrzeja, Kowala ręka boga, moje ręce dziurawe), ale rygor taktyczny, jaki sobie musieliśmy narzucić w trakcie gierki nie wyeliminował kiksów &|8211; na szczęście, bo przecież przede wszystkim przyszliśmy do Pyr się dobrze bawić. Tu trzeba wtrącić, że dyrekcja miejscowej szkoły najwyraźniej nie lubi, gdy przyczynia się do czyjejś rozrywki. Mianowicie zastaliśmy obie bramy prowadzące na kompleks sportowy zamknięte. Absolutnie niezrozumiałe. Generalnie, dla sportowców pokonanie płotu nie stanowiło problemu, ale udało się pograć tylko 90 minut, zanim cieć ostatecznie zainterweniował. Sam zapewniał, że nie ma przeciw graniu nic, ale \'prikaz dyrektorki\' obowiązuje. Najsilniejszą teorią tego stanu rzeczy jest zemsta za kradzież bramkowych siatek. Albo ciało pedagogiczne czerpie zyski z innych rozrywek popularnych wśród młodzieży, a tak dobre przecież boisko odciągało uczniów od klatek schodowych i przypalanych sreberek. Chyba za wcześnie jeszcze na uznanie obiektu za stracony... Może ktoś ukradnie łańcuch z bramy :P Na zakończenie można podać parę faktów z wewnątrzdrużynowego pojedynku. Zielone koszule włożyli Radek, Świeży i Kowal; to im właśnie przypadła wiktoria. Nie ma mocnych przesłanek, czemu akurat oni wygrali i czemu tak wysoko (18:11 ? )... Przecież nie byli ani szybsi, ani waleczniejsi... Pewnym wytłumaczeniem może być fakt, że grali z kontry &|8211; to może być nasz styl w lidze ! No i może też ten duch drużynowy, który rodzi się w szeregach FCBA; zielony kolor jego sztandarem ^^. Zaangażowanie \'zielonych\' zaowocowało nawet ukuciem terminu \'boiskowej masonerii\' &|8211; było ich wszędzie pełno. To, jak ochrzczono mnie, przez wzgląd na dobro bujnej kariery pominę. Generalnie, grało się wporzo, ale następnym razem chyba trzeba będzie poszukać sali. Zwyczajowym pozdro żegna Janek @ 25-09-2004 20:20



O dość niecodziennej porze, gdyż w środku tygodnia, odbył się trening popularnych zielonych koszul. Wbrew obawom Zdziśka (jakkolwiek by na sprawę nie spojrzeć, uzasadnionych), mimo nienajlepszej pogody, drużyna FCBA stawiła się tłumnie. Pojawili się wszyscy, którzy mogli to zrobić (zatem bez Tadka i Radka), a nawet lepiej, bo przyszedł też Grzesiek, który po raz kolejny odrzucił ofertę powrotu do składu ^^. Gimnazjalne boisko przy ulicy Karolkowej okazało się być nie takie znowu trawiaste &|8211; typowe łyse błotko otoczone kępami trawy przy liniach. Mankamentem dla nas była także wysokość siatek za bramkami, najwyraźniej dostosowana do celności uderzeń miejscowej młodzieży. Dość powiedzieć, że już pierwszy strzał Roberta z pierwszej piłki okazał się zbyt wysoki (choć na Pyrowe standardy spokojnie zostałby w polu), szczęściem ulicą nie przejeżdżał żaden tramwaj ;) Wszyscy z pewnością są już po lekturze tekstu Świeżego, więc widzą, z kim graliśmy i jaki był wynik.
Chciałbym jednak dodać, że mecz był całkiem nie w naszym ligowym stylu, bowiem to my cisnęliśmy przeciwników (sekcja informatyczna Polfy Warszawa) a oni grali z kontry. Dopiero jak opadliśmy z sił, to role się mniej więcej wyrównały. Co ciekawe, wynik bezbramkowy utrzymywał się chyba przez pół godziny. Atakowaliśmy głównie skrzydłami, co przy stanie murawy w tych rejonach boiska owocowało mnóstwem kiksów. Nie wiem, czy grając na sali będziemy w stanie powtórzyć taki wariant ofensywny, ale przynajmniej w obronie coś zaczyna się zazębiać. Gdzie trzeba, było nas gęsto, była asekuracja i przecinanie podań. Oczywiście bramki padały po błędach: pierwsza, bo mimo, że Świeży dał się wyprzedzić napastnikowi, to jednak strzał z minimalnego kąta powinienem był sparować; druga to efekt oklepanego schematu "wszyscy obrońcy na jednego napastnika". Podsumowując, źle nie było. Co można powiedzieć na przyszłość - do ligi jeszcze trzy tygodnie. Powinno się udać zorganizować choć jedno spotkanie pod dachem, by poćwiczyć z piłką która nie odbija się na nierównościach boiska. Pozdro, Janek
@ 22-09-2004 22:55



Co nowego ? Po pierwsze strona powinna być nieco lżejsza czyli szybciej się ładować w Waszych przeglądarkach. Po drugie powinno być łatwiej się po niej poruszać jak również wypowiadać na Forum. Dopracowane zostały także rożne szczegóły / detale nazwijmy je umownie - graficzne - tak aby serwis stylowo był bardziej spójny. Oczywiście ciągle nie ma tutaj tych zdjęć co powinny się były już dawno pojawić no ale na to nie mialem wpływu - to może niebawem. Licznik odsłon jest nowy i nie powinien się już od czasu do czasu zerować jak to miało miejsce już kilkakrotnie.

No i generalnie jest ten Korner :)

/ Tadek @ 19-09-2004 02:03



Co, ja nie skoczę? - jest to z dużą dozą prawdopodobieństwa tekst należący do TOP 10 pośród kwestii wypowiadanych przez ludzi tuż przed gwałtownym ich odejściem z tego świata... W piękny dzień 7 września było mi to dane słyszeć z ust naszego kolegi Roberta. Ale po kolei. Postanowiliśmy wybrać się "na rowery", co wkrótce przerodziło się w lustrowanie osiedli bardzo południowej Warszawy pod kątem otwartych obiektów sportowych. Podczas trasy, z grubsza obejmującej ulice Herbsta, Pileckiego, Ghandhi i KEN, obejrzeliśmy sobie jakieś 8 piłkarskich boisk, z czego może 4 miały po dwie bramki... Boisko (ul. Służby Polsce), na którym wychował się Robert, jest obecnie betonową ruiną. Płyta kultowego obiektu przy ul. Miklaszewskiego, do którego połowa FCBA żywi niekłamany sentyment (byliśmy tam, dawno temu, niepokonani), została zajęta przez kolejny blok mieszkalny. Boisko "kościelne" wciąż się trzyma, tylko pola karne coraz bardziej się zapadają; proponujemy, wraz z Robertem, rozpatrzenie tego boja jako alternatywy dla Pyr - blisko metra, mogę przynieść siatkę, może na przyjście skusi się Michał M. :) Każde z pozostałych wizytowanych boisk bardziej adekwantnie trzeba nazwać samotną bramką stojącą w zasranym polu. Tak w ogóle to nigdzie nikt w piłkę nie grał, choć pewnie to z powodu roku szkolnego. w okolicach Natolina mieliśmy zamiar zawrócić, by zrobić przegląd wschodniego Ursynowa. Jednak nasza podróż zakończyła się na wszystkim dobrze znanym boisku na Migdałowej. A właściwie na elemencie wystroju. Powinienem był rozpoznać ten błysk w oku Roberta, gdy zauważył skocznię dla deskorolkarzy. Zajechać mu drogę, gdy brał rozbieg. Zamiast tego byłem (chyba jedynym) świadkiem spektakularnej akcji, która bije na głowę wszystkie Jackassy i filmiki będące w internetowym obiegu. Nasz zawodnik przeleciał ponad 5 metrów, w powietrzu rozłączając się z bicyklem i wylądował po pojedynczym (nie do końca pełnym) salcie. W momencie, gdy piszę te słowa, Robert jest już po szyciu głowy; na szczęście kontuzja nie była na tyle groźna, by wykluczyć go z naszego składu na następny sezon. Pozdro, Janek @ 7-09-2004 16:24



Oświadczam, że jeśli po ostatnim treningu ktoś znalazł w szatni telefon, to to jest mój telefon. Ale pewnie przepadło już:( --Świeży @ 25-06-2004 23:16



No i znowu mecz na Koncertowej. Składy były nieco inne niż zwykle, bardziej pomieszane, było trochę ludzi znajomych, ale rzadziej wpadających. Tradycyjnie w takich razach, umieściliśmy zawodników FCBA w obu drużynach, aby w każdym przypadku móc się cieszyć ze zwycięstwa;) [tym razem cieszył się zwłaszcza Robert, autor kilku ładnych bramek zresztą]. Grało sie bardzo fajnie, no i za darmo- słowem, kto nie był, niech żałuje! Ja po meczu z wrażenia zgubiłem komórkę- znalazła się w samochodzie u Andrzeja (kurcze, dlaczego on się ucieszył, jak mu powiedziałem, że to na abonament??;) --Świeży @ 11-06-2004 01:02



W sprawie sparingu z MediaTelem to po przeczytaniu 2 najnowszych artykułów pierwsza myśl jaka przyszła mi na myśl była jednak pozytwyna - fajnie, że są jednostki, które nieelegancko rzecz ujmując wkurwia, jak coś jest nie tak jak powinno. Bo to znak, że w jakimś stopniu im zależy, żeby było lepiej a o to jak pamiętam niezmiennie chodzi. Sorry, że mnie nie było niemniej jednak jestem ostatnimi czasy mocno zajęty i z tego powodu ograniczam się raczej do meczy "o punkty" na których zresztą bywam co do jednego. No tak wyszło. Z tego co pamiętam jak się rozchodziliśmy po TJ to ja, Kowal i Świeży wspominaliśmy, że może nas nie być. Natomiast na pytanie: dlaczego pozostali mają gdzieś naszą stronę, organizację, współpracę i jakąś minimalną chęć współpracy wobec tych co coś organizują to nie umiem odpowiedzieć. Przychodzą jak akurat im się chce pograć a jak nie to nie i nie interesuje ich, że ktoś jest przez to zawiedziony. Fajnie by było jak byśmy stanowili przynajmniej 12 ludzi, których jak już wspomniałem wkurwia jak coś jest bez sensu. No to tyle / Tadek @ 24-05-2004 16:50



No i po turnieju. Generalnie jakoś po naszym pamiętnym sukcesie na UW te turnieje nie wychodzą nam tak jak byśmy chcieli. Skład jaki dzisiaj wystawiliśmy nie był obiecujący (5 oryginalnych BA + 1) szczególnie wobec drużyn pozostałych dysponujących 4 osobami na zmianę. Co by nie powiedzieć terminarz mieliśmy także nieciekawy wobec czego zaplanowaliśmy, że pierwszy mecz ( z najmocniejszym przeciwnikiem ) postaramy się zagrać spokojnie, możliwie małym nakładem sił, żeby z rywalami w zasięgu zaraz potem zagrać na względnej świeżości [taktyczne myślenie turniejowe ;)]. No i to nie wyszło właściwie bo trochę jednak wysiłku nas ten łomot (1:7) kosztował. Nasi kolejni przeciwnicy natomiast mogli swobodnie 30 minut odpocząć i to było widać. Do przerwy 0:2 i w drugiej połowie szaleńczy pościg, cała masa zmarnowanych sytuacji i tylko bramka kontaktowa Roberta niestety. A sytuacji to było sporo eh ! Szkoda bo byli w zasięgu. No bywa. Z PJWSTK mecz już był bez znaczenia dla układu tabeli. Przegrana wprawdzie 1:4 ale i tu sytuacji było bez liku, sam zmarnowałem ze 4 setki to coś o tym wiem. Szkoda, że nie było nas więcej po prostu. A Puchar ? Może za rok :))

FC Bez Atu - Sixtyniners 1 : 7 [ 0 : 4 ]

Bramka dla FCBA: Robert

FC Bez Atu - FC Muranów 1 : 2 [ 0 : 2 ]

Bramka dla FCBA: Robert

FC Bez Atu - PJWSTK 1 : 4 [ 1 : 1 ]

Bramka dla FCBA: Tadek @ 22-05-2004 17:38



Mecz można powiedzieć już posezonowy odbył się na Koncertowej. Gra była wyjątkowo wyczerpująca i męcząca (bez zmian ponad dwie godziny), w końcówce to już było praktycznie snucie się po boisku. Poza fragmentem "środkowym" (gra 4 na 4, na zmniejszonym boisku, co było wymuszone przez kontuzję Michała), kiedy to prowadziliśmy w miarę wyrównany mecz, nie udało nam sie podjąć walki. Wszyscy jacyś zmęczeni byli, mało co wychodziło z przodu, a jak już były okazje, to nie mogliśmy się "wstrzelić" w magiczny biały prostokąt zwany potocznie bramką. Doadatkowo nasz potenacjał osłabił brutalny atak z tyłu na kostkę Michała, który był zmuszony przerwać grę, a potem tylko stał na budzie- az dziw że sędzia nie wykluczył zawodnika drużyny przeciwnej z gry na chociażby przysłowiowe dwie minuty! Co pozostanie w pamięci po tym meczu? Kilka szaleńczych rajdów Andrzeja, pojedynki Marcina z "dużym" (jak to ujął jeden z grających w tekście rzuconym do "dużego": "Tylko go nie połknij!"), no i, last but not least, moja po prostu GENIALNA BRAMA: w pełnym biegu, zewnętrznym podbiciem, po długim w okno! Kto nie był i nie widział tego już legendarnego zagrania, niech żałuje i co najwyżej wypatruje powtórek na Canalu;) --Świeży @ 30-04-2004 01:38



Uwaga - okazja dla mlodych, zdolnych zawodnikow - FC Bez Atu oglasza nabor do sekcji pilkarskiej na sezon 2004/2005. Idealny kandydat jakkolwiek by nie gral w danej chwili powinien z uporem starac sie grac lepiej w kazdym kolejnym morderczym meczu ligowym. Dobrze by bylo takze aby zglaszaly sie osoby w stopniu podstawowym opanowawsze umiejetnosc czytania i pisania nieskomplikowanych tekstow w jezyku polskim [glownie na potrzeby klubowego forum - zaswiadczenie o ukonczeniu szkoly wyzszej niz podstawowa zwalnia z egzaminu wstepnego ;)]. Wszystkich zainteresowanych prosimy o pilny kontakt itp za posrednictwem wszelkich dostepnych na stronie srodkow - FC Bez Atu. @ 18-08-2004 01:16



Jak zauważył już na forum Robert, ostatni trening był wyjątkowo konstruktywny. W niedzielę w Pyrach stawiła się grupa 6 osób- za mało, żeby zagrać na dwie bramki, za dużo, żeby na jedną. W związku z tym na zaiprowizowanym boisku o mniejszych wymiarach, z małymi bramkami, zagraliśmy 3 na 3 bez bramkarzy. Okazało się to bardzo dobrym pomysłem, mecz na małej przestrzeni wymuszał grę z pierwszej, z podaniami po ziemi. Wychodziło to lepiej lub gorzej, ale generalnie ćwiczenie zostało wykonane poprawnie;) Grę zakończyła ulewa- a jeszcze nie tak dawno drobny deszczyk nie był w stanie nas wystraszyć! Cóż, starość- nie radość...--Świeży @ 15-06-2004 22:57



Ważne sprawy organizacyjne!!!
1. Gramy w ten weekend- to postanowione. Gdzie- wiadomo, na Narodowym. Pozostaje problem terminu. Padła dziś sugestia, żeby się spotkać w niedzielę o 11.00. Może być? [pytanie do Tadka, Janka, Piotrka, Roberta, Radka, Kowala]. Swoją obecność zapowiedzieli Grzesiek, Marcin, Andrzej, Michał S. Wogle to obecność jest OBOWIAZKOWA z uwagi na konieczność zbilansowania budżetu klubowego i wpłacenia składki na następny sezon!
2. Niezależnie od powyższego, Drożki nas zapraszają serdecznie na meczyk w sobotę o 11.00 (miejsce to samo). Czy byliby jacyś chętni? Jeśli nie, to trudno.
3. MAGiczna trójka (Marcin, Andrzej, Grzesiek) zapowiada, że najpradopodobniej skorzysta w przerwie rozgrywkowej z prawa Bosmanna i zmieni barwy klubowe. Życzymy im powodzenia i już się cieszymy na przyszłe derbowe mecze (o ile los ich rzuci do naszej ligi:))
--Świeży @ 11-06-2004 01:11



Relacja z wczorajszego grania na Koncertowej będzie krótka, bo już mi nie starcza pomysłów na znajdowanie jasnych stron w naszych kolejnych porażkach. A ta była raczej z gatunku tych dotkliwszych, do tego stopnia, że gdzieś tak przy 14 przestaliśmy liczyć tracone bramki. Za to wiem, że strzeliliśmy 8! Graliśmy w sumie nie tak skrajnie tragicznie, ale były problemy ze skutecznością (Kowal, Grzesiek)- a jak się chłopaki w końcu przełamali, to właśnie 2 godziny minęły i trzeba było się zbierać. Mam nadzieję, że dla zachowania równowagi zwyciężymy w niedzielę.
PS. Czy z Sadyby można w niecałe 15 minut obrócić w okolice Bankowego, potem do centrum, przez Rotundę i na Ursynów (jeszcze po drodze raz przypadkowo nadkładając drogi?). Jak pytam, to wiadomo, że można. Oświadczam, że wczorajsza przejażdżka odmieniła moje życie, teraz będę się cieszył każdą jego minutą wiedząc, że może być tą ostatnią;) @ 4-06-2004 15:37



Nastąpiło ogólne zamieszanie i wogle wariactwo, jeśli chodzi o frekwencję na Esatdio Pyry. W różnych momentach na boisku stawiali się: 1. Kilkanaście sztuk miejscowej młodzieży mającej jakieś tam swoje wemnętrzne rozgrywki szkolne zdaje się, 2. Półtora plutona wojaków z pobliskiej jednostki wojskowej (co wywołało u mnie przykre przemyślenia dotyczące nieuregulowanego stosunku do służby;)), 3. Około 20 osób niejednolitej grupy, którą mozna określić jako "Drożko i S-ka" i Przyjaciele, 4. Kilka osób takich nie wiadomo skąd, co to sobie chciały po prostu pograć, 5. Najważniejsze na koniec- 4 zawodników FCBA+ mój kolega Adam.

Zbierając to wszystko, trzeba powiedzieć, że, przynajmniej na początku, mecze wyglądały dosyć chaotycznie, może dlatego, że część uczestników nie do końca się orientowała, z kim i przeciwko komu gra (na szczęście wszyscy znali ogólny kierunek, który wyznaczała atakowana bramka). Potem było już trochę lepiej. Generalnie, pogoda była aż za dobra: znaczy było o kilka stopni za ciepło i brakowało cienia:). Treningowo i szkoleniowo dzisiejsza gra wypadła oczywiście blado.

Podsumowując, skończyło się ostatecznie chyba 9:5. (Nie wiem dokładnie dla kogo, bo składy sie deczko mieszały:) Do zobaczenia jutro na Mediatelu, mam nadzieję--Świeży @ 29-05-2004 17:17



Słowa na "k" i "ch" cisnęły mi się na usta na dzisiejszym sparingu, i nie było to bynajmniej "kochane chłopaki". Panowie, trochę kultury. Jak można tak dokumentnie olać sprawę i nie przyjść na mecz, nie zawiadamiając nikogo z naszej ani przeciwnej drużyny. Wyszliśmy po prostu na chamów i ćwoków. Coś takiego się powtórzy i drużyna MediaTela po prostu nam podziękuje (może użyją słów na w/w litery). Co się stało z tymi co grali w sobotę - nie mają sił następnego dnia? A ci, którzy nie grali nieważne z jakich powodów również nie poczuwają się do przyjścia? Na meczach ligowych wyraźnie padamy kondycyjnie, więc chyba trzeba zastanowić się i grać jak najwięcej. Ja mialem dziś jeszcze 1 mecz na którym graliśmy 40 minut bez zmian, i w dodatku z jednym graczem mniej w polu, ale jednak byłem i biegałem. Skłaniam do refleksji.
Zirytowany, R. @ 24-05-2004 00:03



Właściwie wszystko o turnieju jest już napisane tam niżej, w artykule Tadka. Co jeszcze można dodać? Można się np. zastanawiać, jak ten turniej określić: czy zagraliśmy normalnie, trochę kiepsko, bardzo źle czy była to może totalna klęska? Nie mnie to osądzać. Faktem jest, że terminarz nam nie sprzyjał, bo mecz, w którym zaplanowaliśmy sobie zdobycz punktową, wypadł jako drugi, grany pod rząd bez odpoczynku. Z SześdziesiątkamiDziewiątkami taktyka sprawdzała się doskonale do 2 minuty gry, potem tak się posypało, że aż straciłem rachubę:) W drugim meczu mogliśmy pokusić się o remis dzięki maksymalnemu chaosowi, jaki udało nam się wprowadzić na boisku w końcówce (jak wiadomo, w takiej grze czujemy sie najlepiej). Niestety, w ostatniej akcji meczu najpierw Marcin wbiegł mi pod nogi, a potem po jego strzale skuteczną dobitkę uniemożliwiły mi braki w wyszkoleniu w grze kończyną dolną lewą. Ostatni mecz był nawet do wygrania, ale nasze podejście było chyba takie, jak Legii z Lechem w Pucharze w pierwszej połowie;) No i chuj z tego wyszło, chciałoby sie podsumować.

Na plus zapiszemy dobrą, choć momentami za nerwową grę Janka (obroniony karny!), strzelone bramki (szkoda, że tak mało) a także...nie, to chyba już wszystko. Na minus- brak kluczowych zawodników.--Świeży

PS. Życzenia powodzenia dla Marcina, który, jeśliby zsumować oceny, zdał podobno maturę na 5! Tak trzymać! @ 22-05-2004 18:49



Bardzo pożyteczną wykazawszy się inicjatywą Świeży zorganizował dzisiaj na poranne granie całkiem pokaźną liczbę ludzi. Pierwszy raz chyba w historii ekipa Drożko i S-ka stawiła się na mecz sparingowy tak licznie ;) Generalnie grało się całkiem fajnie 7 na 7 do czasu jak była jeszcze para w nogach. FC Bez Atu wzmocnione Michałem S. oraz dwoma nieznajomymi o dziwo wygrało zdaje się 11:7 zmarnowawszy dodatkowo przynajmniej kilkanaście stuprocentowych sytuacji. Koniec końców wynik nie jednak istotny bo gra była czysto towarzyska. Warto natomiast odnotować bramkę na zdaje się 6:3 kiedy to Janek z ziemi, z własnego pola karnego strzelił wprost na bramkę przeciwnika, po którym to uderzeniu piłka lobem wpadła pod poprzeczkę nad rozpaczliwie interweniującym bramkarzem. Naprawdę jedna z ciekawszych bramek jakie widziałem :) @ 15-05-2004 13:55



W rozegranym wczoraj (to jest w czwartek) meczu FCBA, wspierane dzielnie przez znajdującego się w nieustannie wysokiej bramkarskiej formie Michała S., rozgrało kolejny mecz sparingowy na Koncerotwej. Przeciwnicy chyba się nas troche przestraszyli, bo zaproponowali wymieszanie składów (Istnieje też alternatywna interpretacja spiskowa, w myśl której rzekomo byli oni po prostu pewni łatwej wygranej z Waleczną Drużyną FCBA!).

Jak by nie było, ich bojaźń czy też pycha zostały szybko skarcone- po niemrawym początku ostro wzięliśmy się do roboty, wychodząc na 2:1. Wynik przez długi czas oscylował w okolicach remisu, kości trzeszczały, a co poniektórym po starciach z naszym drużynowym brutalem- Marcinem- puszczały nerwy. Kiedy przeciwnicy odskoczyli w pewnym momencie na 5 bramek, wydawało się, że moze powtórzyc się niezbyt dobry scenariusz z zeszłego tygodnia. Ale w tym momencie nastąpił niespodziewany zryw- nagle akcje zaczęły wychodzić, podania trafiać do adresata, wreszcie skuteczniej było w obronie i w konsekwencji doszliśmy na zaledwie 1 bramkę straty. Niestety, nie udało się przechylić szali zwycięstwa na naszą stronę, nie udało się nawet przechylić jej wystarczająco, by zremisować! Rutyna i doświadczenie zatriumfowały nad młodością, ale to do nas należy przyszłość!:)

Godne podkreślenia są udane występy indywidualne "naszych". Na plan pierwszy wysuwa się gra Andrzeja, zdobywcy wiekszości bramek dla FCBA (przez skromność nie powiem po czyich przeważnie asysytach, ale liczę, że co bystrzejsi się domyślą;)) Swoje grał także Grzesiek, który tradycyjnie najwięcej "widział" na boisku; szkoda, że nie wyszła przewrotka w końcówce;) z kolei to, że nie tracilismy tylu bramek co poprzednio to w znacznej mierze zasługa Roberta, któy tez nieźle rozgrywał; Marcin...cóż, to taki Cantona, tylko nie strzela bramek i nie gra dobrze w środku- poza tym jednak to taki sam brutal, jak niepokorny Francuz, a wiadomo- w każdej drużynie ktoś taki jest potrzebny:) Nie no, bez żartów, na skrzydle do Marcina to lepiej się nie zbliżać...

Oby niezła forma potwierdziła się w kolejnych meczach.--Świeży @ 7-05-2004 15:05



No to ladnie nas potraktowali organizatorzy :) jedno z nielicznych (ale jakze waznych zwyciestw) ligowych zapisano jako niesluszny remis! Specjalna komisja odwolawcza musi rozstrzygnac ta kwestie w trybie natychmiastowym. Chodza rowniez sluchy, ze sedzia znajdowal sie podczas meczu pod wplywem niedozwolonych srodkow, niestety nie chcial poddac sie kontroli antydopingowej! Ale my sie i tak jeszcze z nimi wszystkimi policzymy w przyszlym sezonie... ;) @ 28-04-2004 00:06



Zwycięstwo! To miła niespodzianka na koniec (niespodzianka biorąc pod uwagę ostatnie wyniki). Zaczęło się kiepsko, od prowadzenia Piórek, jednak potem było już tylko lepiej. Gra była naprawde ponadprzeciętna, a kiedy w pewnym momencie wyszliśmy na 5:2, zapowiadało się na pogrom rywali. Niestety w końcówce trochę się rozluźniliśmy, trochę brakowało też sił, przydarzyło się kilka błędów, i w efekcie mieliśmy 5:4 i niepotrzebne "emocje". Ale dowieźliśmy prowadzenie szczęśliwie do ostatniego gwizdka.

Na wyróżnienie zasługują wg mnie szczególnie dwaj zawodnicy- prochu nie wymyślę, jeśli powiem, że chodzi o Tomka i Janka. Pierwszy- strzelił 4 bramki, tradycyjnie potrafił przytrzymać piłkę z przodu, rozegrać. Kapitalnie egzekwował wolne (dwie bramki po tych fragmentach gry)- właściwie to wyglądało jak karne;) Drobne błędy w końcówce nie rzutują na całościową, bardzo wysoka ocenę- bezsprzecznie bohater meczu.
Ale zwycięstwa nie byłoby też bez Janka- wybronił kilka piłek, o które pewnie nikt nie miałby pretensji, gdyby je puścił. Przy straconych bramkach- raczej bez szans (sytuacje 2 na 1).
Pozostali zaprezentowali się mniej więcej korzystnie- Tadek wreszcie strzelił bramkę, dobrze zagrał również z tyłu (to dla mnie nowość, może sił nie miał, żeby atakować?;)), Piotrek- jak zwykle pewny punkt, mozna mu podac pikę i wiadomo, ze jej głupio nie straci, no i ja- bez rewelacji, ale w swojej normie.

Wygrana cieszy i choć nie wszystko było idealnie, to ważne, że pokazaliśmy charakter i zakończyliśmy sezon mocnym akcentem. --Świeży

PS. Teraz czekamy, że Barca dziś pójdzie w nasze ślady:) @ 25-04-2004 15:17



Nareszcie ! Chciałoby się rzec :) Klasyczny horror tym razem z happy endem. Początek nie wskazywał, że wypadki tak się potoczą. W szatni nastroje były niepewne tym bardziej, że po raz pierwszy zdarzyło się tak, że nie mieliśmy nikogo na zmianę. Kilka tradycyjnych bluzg pod adresem osób, które nie przyszły a wcześniej nie dały znać no i wybiegamy na boisko.

Piórka rozpoczęły w 4 ale jeszcze w pierwszej połowie dołączył 5 zawodnik i składy się wyrównały. Początkowa gra w osłabieniu naszych przeciwników jednak niewiele zmieniała bo to właśnie oni wyszli na prowadzenie jako pierwsi, wyrównał z wolnego niezawodny Tomek.

W drugiej połowie głupia strata po kontrze i 1:2. Niemniej jednak gra była de facto lepsza niż wynik. Pomimo, że zdarzały się błędy, graliśmy raczej spokojnie. Dobre interwencje w obronie Piotrka i Świeżego, pewne a chwilami szczęśliwe obrony Janka, kapitalna gra Tomka, który kolejno co chwila podrywał pozostałych do możliwie większego wysiłku strzelając przy okazji 2 bramki i wyprowadzając nas na 3:2. Kiedy po zagraniu właśnie Tomka Piotrek z pierwszej piłki odegrał do Tadka, który mocnym strzałem pokonał bramkarza Piórek po raz 4 a chwilę później po indywidualnej akcji i strzale Tomka w długi róg było 5:2 wydawało się, że nic się już nie zmieni. Generalnie spokój ale dwa kolejne momenty dekoncentracji i zrobiło się niepotrzebnie nerwowo. Końcowe fragmenty to jednak rozsądna gra możliwie daleko od naszej bramki i UDAŁO SIĘ ! Czyli, że można :) /Tadek

FC Bez Atu - Cienkie Piórka 5 : 4 [ 1 : 1 ]

Bramki dla FCBA: Tomek 4, Tadek @ 25-04-2004 14:26



Pasmo sukcesów FCBA trwa i nic nie wskazuje, by szybko miało się skończyć! Niedziela obfitowała w same dobre wydarzenia, a więc po kolei: 1. Zawodnik Radosław zdobył jubileuszową, pięćdziesiątą bramkę dla nas w lidze. 2. Konkurencji na pozycji bramkarza to może nam pozazdrościć każdy klub, o reprezentacji Polski nie wspominając- Janek, Andrzej, Marcin, Kowal, a w kolejce czai się jeszcze Grzesiek! 3. Wygraliśmy z Mediatelem, strzeliłem bramkę: czego więcej chcieć? 4. Istnieją spore szanse na założenie zespołu muzycznego przynajmniej przez część naszych zawodników- pierwsze próby już się wczoraj odbyły; dyrektorem artystycznym będzie zapewne Ryszard, ja z Radkiem zajmiemy sie pi-arem i promocją, Grzesiek organizacją tras koncertowych, a Marcin będzie wokalistą. 5. Istnieją też spore szanse na stworzenie profesjonalnej grupy zajmującej sie maratonem- Kowal będzie dyrektorem, Radek odpowiada za kontkaty z mediami, ja z Grześkiem stworzymy Radę Nadzorczą, Marcin- biega. Rozważamy też zgłoszenie zawodnika do triathlonu i, ewentualnie, na paraolimpiadę (tylko najpierw trzeba by mu coś połamać- jakieś propozycje?). --Świeży
PS. "Niiigdy nie spadnie (chyba że się regulamin zmieni) BezAtu niiigdy nie spadnie!";) @ 19-04-2004 17:11



Totalna klęska z ELKĄ PW - niestety. Nic dzisiaj nie szło tak naprawdę. Od samego początku było nieciekawie - precyzyjnie od momentu kiedy dotarła do nas nasza dzisiejsza bramkarska niespodziewanka. Na szczęście Marcin był w stanie pobronić, niestety tylko w pierwszej połowie. Później dzielnie zastąpił go Kowal ale pomimo kilku fantastycznych interwencji losów spotkania już nie odwrócił ;) Honorowe trafienie Radka to najwyraźniej wszystko na co nas było stać dzisiaj. Sytuacji wprawdzie kilka było ale co z tego. Szkoda - tym bardziej, że mecz miał być o 9 punktów...

FC Bez Atu - ELKA PW 1 : 6 [ 0 : 2 ]

bramka dla FCBA: Radek @ 18-04-2004 17:56



Po raz kolejny na Koncertowej nie chcieliśmy robić przykrości przeciwnikom i daliśmy sobie strzelić o kilka bramek więcej. Nie jest to zresztą nic niezwykłego biorąc pod uwagę, że to ja stałem na bramce przez długi czas. Grało sie ogólnie nieźle. Tylko mogli by tam wprwoadzić otwierane okna. Ten rewolucyjny wynalazek zapewne uczynił by atmosferę znacznie lżejszą. A oprócz tego Legia wygrała z Polkowicami 3:0 i bardzo dobrze, ale to dopiero przyszły tydzień będzie czasem prady: najpierw we wtorek PP z Jagą, a potem wyprawa pod Wawel. I tą małą dygresją kończę.--Świeży @ 9-04-2004 11:56



Generalnie nie lubię jak komuś na czymś zależy, wkłada w to określony wysiłek a ktoś inny ma to serdecznie w dupie. Chciałem wyrazić autentyczny szacunek, dla ludzi którzy dzisiaj pojawili się na meczu ze Z czuba - Kowala, Piotrka, Janka, Świeżego a w szczególności Grześka [ autentycznie miał powód, żeby dzisiaj nie przyjść a jednak się pojawił i wolę sobie nie wyobrażać jak to by dzisiaj bez niego wyglądało ].

Pomimo tego, że siłowo było ciężko grać z 1 zmianą biorąc pod uwagę, że nie tylko Grzesiek nie był w pełni sprawny nie było tak źle jak mogło być [ szczególnie po tym jak w podobnej sytuacji Traktor przegrał dzisiaj 0:12 ]. Duże słowa uznania za ambicję i fakt, że pomimo wszystko zagraliśmy w pewien sposób nieźle taktycznie.

Fajnie, że są w ekipie tacy ludzie bo to daje podstawę myśleć, że będzie przed FCBA lepsza przyszłość, że jest sens powalczyć. Nie chciałbym być nieuczciwy - bardzo możliwe, że niektórzy AUTENTYCZNIE nie mogli dzisiaj przyjść. Wiadomo, że nie samą piłką człowiek żyje itp. Apelowałbym tylko o jedną rzecz a mianowicie, żeby ci co ich nie było dali znać mniej więcej z czego to wynikło. Chodziłoby o to, żeby dać obecnym dzisiaj na meczu ludziom sygnał, że na Was chłopaki jakby co też można liczyć - to wszystko. Chciałem tylko dodać od siebie, że ja TEŻ pracuję i TEŻ mam pracę magisterską do napisania i jeszcze masę rzeczy innych do zrobienia. Pytanie tylko jak ktoś sobie czas organizuje i na czym mu zależy. No chyba, że nie zależy i ma się w dupie. A mi się wydaje, że chłopaki którzy dzisiaj walczyli ze zCzuba nie zasłużyli na stawianie naszej drużyny w takim świetle. Opinie w tej sprawie ?

FC Bez Atu - z Czuba 2 : 4 [ 2 : 3 ]

bramki dla FCBA: Grzesiek, Kowal @ 4-04-2004 17:39



W czwartek na Koncertowej odbyło się coś w rodzaju sparingu z drużyną Michała S. W sumie przegraliśmy jedną bramką, ale nie było tak źle. Osobiście chciałbym wyzrazić swoje zadowolenie zwłaszcza z faktu, że piłka odbijając się ode mnie dość często wpadała do bramki drużyny przeciwnej. A poza tym...a, tak se po prostu pokopaliśmy. PS. Jeśli ktoś chce się pochwalić błyskotliwymi osiagnięciami indywidualnymi, zachęcam do napisania artykułu:)--Świeży @ 3-04-2004 00:24



A jednak ten dzień zakończył się lepiej, niż się zaczął! Wygrana 10:7 z Mediatelem poprawiła nieco humory, podobnie jak "zdrowa żywność" z McDonalda po meczu:) Samo spotkanie przebiegało pod nasze dyktando prawie przez cały czas, no i mogło się podobać licznie zgromadzonym jak zwykle kibicom. Zresztą sądząc po wznoszonych przez nich okrzykach, tak było w istocie- odnaleźli u nas w drużynie nawet jednego Tsubasę;). Bo też gra była efektowna, prowadzona na luzie, może mniej było taktyki, a więcej "radości gry". Jeśli o nas chodzi, w zasadzie wszyscy zaprezentowali się dobrze, nawet na bramce. Uwaga! Za tydzień warto przyjść na Nowowiejską- Andrzej zapowiedział zdobycie gola przewrotką! Czy tak się stanie w istocie? Czy Andrzej dotrzyma słowa? Czy premier Miller faktycznie poda się do dymisji? Czy Michnik naprawdę jest w grupie trzymającej władzę?- odpowiedzi na te pytania, a nawet jeszcze więcej już za 7 dni, tak że warto się pojawić!!! PS. Michał Salak, który tradycyjnie nas wsparł, mówi, że Drożki ostatecznie zajęły 2-gie miejsce w esgjehowym Turnieju (przegrali z ABC bodajże). Podobno któraś drużyna od nas z grupy była czwarta. @ 29-03-2004 00:39



FC Bez Atu - Przyszłość 100 3:5 [3:4] - mogło być lepiej. Mecz głupio traconych bramek i niewykorzystanej szansy. Pozytywnym aspektem jest, że w pierwszej rundzie po tragicznym meczu przegraliśmy z tą samą drużyną 1:7. Dzisiaj postawiliśmy Przyszłości jak by nieliczyć poprzeczkę trochę wyżej.

Pomimo początku, po którym wynik brzmiał 0:2 udało się za sprawą dwukrotnie Roberta a następnie Radka wyjść na prowadzenie i to była właśnie koniec końców ta nasza niewykorzystana szansa.

Należałoby spojrzeć przekrojowo w ten sposób, że piłka nożna jest grą błędów i wygrywa ten, kto ich mniej popełnia. Idea FC Bez Atu jest niekoniecznie taka, żebyśmy zdobyli mistrzostwo świata ale, żeby z meczu na mecz grać lepiej. Lepiej - czyli starać się eliminować błędy - na początek te podstawowe...

1] Ostatni obrońca NIGDY się nie kiwa - jeżeli nie ma komu akurat zagrać to wybija możliwie najdalej,

2] Kryjemy ZAWODNIKÓW a nie piłkę

3] Kryjemy BLISKO przeciwnika

4] Jeżeli nie mamy akurat piłki to KAŻDY kogoś kryje

Na początek wystarczy ;) Z czasem może się tego nauczymy a wtedy nie będzie na nas mocnych ;)) Co do zaangażowania to osobiście uważam, że niektórzy lekko przesadzają [puszczają nerwy] ale generalnie to powinniśmy nad tym popracować. FC Bez Atu powinno grać fair ale twardo, w szczególności patrz punkt 3].

Jak to się przewijało w rozmowach okołomeczowych trzeba będzie niebawem zorganizować coś na kształt treningu. Jeżeli ktoś ma zatem koncepcje/pomysły w jaki sposób moglibyśmy poćwiczyć poszczególne elementy to fajnie gdyby coś opracował i dał znać. No i skoro co po niektórzy zaopatrzyli się w aparaty cyfrowe to na wspomniany trening dobrze byłoby wziąć ;). Na wspomnianym treningu prawdopodobnie pojawią się [ a przynajmniej dobrze by było ] nowe osoby w celu, że być może dołączą do nas niebawem. Zobaczymy.

FC Bez Atu - Przyszłość 100 3 : 5 [ 3 : 4 ]

Bramki dla FCBA: Robert 2, Radek @ 28-03-2004 23:07



Porażka z Przyszłością 3:5 w kiepskim stylu. Może wieczorem z Mediatelem będzie lepiej? Z ciekawostek- przeciwnicy nie wykorzystali dwóch karnych, brawo Janek. --Świeży @ 28-03-2004 18:46



Turniej o Puchar SGH czyli krajobraz po bitwie. Licznie zgromadzeni kibice obejrzeli 3 raczej słabe w naszym wykonaniu występy. Janek, Piotrek, Radek, Kowal, Tadek plus debiutujący Krzysiek oraz Marcin - tak wyglądał nasz skład dzisiaj. Generalnie biorąc pod uwagę fakt, że grało się 5 w polu dawało to 1 osobę na zmianę oraz de facto niewielkie pole manewru. Szkoda, że osoby wyrażające wstępnie ochotę gry w turnieju kolejno się wycofywały. Jak by nie liczyć oznacza to, że organizacyjnie jesteśmy jednak słabsi niż być jako klub powinniśmy. Gdybym awaryjnie nie ściągnął przecież 2 osób oznaczałoby to, że nie bylibyśmy w stanie wystawić nawet podstawowego składu... Biorąc pod uwagę powyższe oraz fakt, że mamy w drużynie co najmniej 2 martwe dusze potrzebne będą najpóźniej do początku nowego sezonu jakieś pomysły ulepszające. Pierwszy mecz do przerwy udawało nam się utrzymać wynik 1:1 i była nadzieja, że w drugiej połowie zagramy o zwycięstwo. Głupio stracona bramka na 1:2 jednak chyba nas wybiła zupełnie z koncentracji bo posypały się błędy i wynik 1:5 mówi sam za siebie. W drugim meczu nie istnieliśmy właściwie. Były w prawdzie 2-3 sytuacje ale przegraliśmy 0:3. Trochę lepiej było w ostatnim meczu, którego stawką było przedostatnie miejsce w naszej grupie. Wprawdzie przeciwnicy kontrolowali przebieg gry ale udało się trochę podgonić i koniec końców 3:5. Gdyby nie rewelacyjna obrona bramkarza w ostatniej akcji meczu było by 4:5. Jak to zauważył Perdzyn faktycznie jesteśmy turniejową drużyną w tym sensie, że się rozpędzamy - kolejno porażki 4,3 i 2 bramkami. Na nasze nieszczęście nie było już więcej meczów a kto wie co by mogło być... ;) Podsumowując w sumie nawet fajnie było pograć ale szkoda, że nie zagraliśmy szerszym składem bo to by na pewno zmieniło wyniki, które osiągneliśmy...

FC Bez Atu - Motor 1 : 5

bramka dla FCBA: Tadek

FC Bez Atu - Drużyna Pierścienia 0 : 3

FC Bez Atu - 3Setki 3 : 5

bramki dla FCBA: Tadek 2, Radek @ 27-03-2004 23:19



Pomimo późnej pory zaskakująco wiele "zielonych koszul" pojawiło się w czwartkowy wieczór na Koncertowej. No dobra, konkretnie to cztery się pojawiły, a ja swojej wogle zapomniałem i musiałem grać w tradycyjnym "Lusie Enrique" (Barco, cóżeś Ty najlepszego uczyniła?:( Chociaż Celtic też jest ok, w przeciwieństwie do Rangers, no ale nie będę rozwijał tematu:)) Uzupełnieni obłożnie chorym Michałem Salakiem, dyplomowanym sędzią koszykarskim Krzyśkiem Czekajem i jednym takim ponadprzeciętnym grajkiem zaczęliśmy mecz. Początek o dziwo dla nas, wyszliśmy na prowadzenie po karnym egzekwowanym przez Kowala. No ale gra się 2 godziny...Dość powiedzieć, że potem już tak dobrze nie było, ale pogromu tez nie zanotowaliśmy (długo wynik krążył w okolicach remisu). Trzeba jednak przyznać, że z upływem czasu przewaga rywali była coraz wyraźniejsza.
Właściwie to tyle. Nastroje w szatni po meczu były w sumie dobre- jak to się zwykle dzije po porażce.--Swieży @ 26-03-2004 02:08



Zasadniczo 3 punkty programowe: 1. Relacja ze strony halowejligi: Pierwsza polowa dla gospodarzy, którzy dominowali na boisku pod każdym względem prowadząc spokojną i rozważna grę. Na początku drugiej połowy gospodarze podwyższyli na 4-1 i chyba za szybko uwierzyli w swoje zwycięstwo. Gra 'do końca' dala FC Bez Atu jeszcze dwie bramki.
2. Na stronie organizatorow pojawila sie tabelka 3 ligi - moze warto dowiedziec sie czy z ligi 2S sie jednak nie spada? :)
3. Dzisiejszy sparing jest zaplanowany na Estadio de Basen de Koncertowa - tu szybka decyzja na forum - kto bedzie, zeby MSalak wiedzial ilu ludzi sciagnac. @ 18-03-2004 15:43



Dzisiejszy sparing z Mediatelem rozgrywany był w gronie kameralnym- rywali było tylko 4 i zmuszeni byliśmy wytransferować Piotrka (łobuz za bardzo nie protestował!). FCBA grało w piątkę, potem doszedł jeszcze Kowal- więc ostatecznie w szóstkę. Wynik- zdecydowanie dla nas (gdzieś tak 7 bramkami, może 19:12 jak sugerował Kowal?). Przez cały mecz była generalnie z naszej strony pełna kontrola, ale trzeba zaznaczyć, że gra była raczej na luzie, bardzo sparingowa, a w końcu nawet Janek wystąpił w roli "goleadora" (tzn. nie żebym wątpił w jego umiejętności, ale z racji pozycji na boisku nieczęsto mu się to zdarza:)). W końcówce obie drużyny postawiły na grę efektowną, zwłaszcza Marcin wyspecjalizował się w zakładaniu "dziur"; niestety, nie udała się chyba żadna próba lobu- a prób nie brakowało. Na bramce dobrze spisał się Kowal, który chwalił się, że nic nie puścił, jednak jego zasługi nie są tak wielkie- przy takiej doskonałej obronie (tworzonej zwłaszcza przez zawodnika z numerem 3) to nawet Kahna moglibysmy postawić i by się nie skompromitował;) Ogólnie grało się bardzo fajnie i przyjemnie. -- Świeży @ 15-03-2004 01:21



Czas chyba schować buty do szafy i zająć się pisaniem artykułów na stronę niniejszą:) Wychodzi mi to bowiem zdecydowanie lepiej niż kopanie gały. Takie mecze jak dzisiejszy mogą podkopać morale słąbych i defetystycznie nastawionych jednostek, zwłaszcza gdy stwarzamy przez cały mecz 3,5 sytuacji (z czego 3 bramki, więc niby nieźle), a mi to jeszcze niestety zdarzyło się 1,5 bramki zawalić. Oczywiście, nadal uważam, ze jestem najlepszy tylko wy nie rozumiecie moich genialnych zagrań, ale uwaga! znów zaczynam mieć co do tego pewne wątpliwości.

Na pierwszy rzut oka było całkiem-całkiem, mieliśmy przewagę w posiadaniu piłki, co nam się chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło dotychczas. Ale wynikało to raczej z mądrej taktyki Beizonota, któy spokojnie cofnął się na swoją połówkę i wyprowadzał groźne kontry. Na to nie mieliśmy żadnej odpowiedzi, a bramki tradycyjnie zawdzięczamy raczej indywidualnym umiejętnościom Tomka i Piotrka niz grze zespołowej.

Osobiście wkurzyło mnie zwłaszcza, jak przegrywając w pewnym momencie tylko 3:4 nie potrafilismy nawet zblizyć się do bramki wyraźnie już zmęczonych przeciwników. Niemoc, niemoc, i jeszcze raz niemoc.

"Żeby być w porządku i nie stracić wątku" dodam jeszcze, że w sumie to byleby atmosfera była haroszaja, zimne piwko i Legia Mistrz- to możemy nawet przegrywać a ja i tak nie będę jakoś strasznie zmartwiony:) Właściwie to te remisy ostatnio już mnie trochę wkurzały, brakowało mi w szatni po meczu tego napięcia, jakie wyzwala jedynie porządna porażka! Ale wszystko zdaje się na szczęście wracać do normy...-- Świeży
@ 14-03-2004 20:57



FC Bez Atu - Beizonot 3:5 [1:2]. W sumie jak na mecz z liderem niby nienajgorzej ale przeciwnik był dzisiaj zdecydowanie w zasięgu eh !. Początek znakomity - spokojna, poukładana gra i to w dużej mierze na połowie Beizonotu.

Niestety błąd Janka przy wyprowadzaniu piłki [ klasyczna "prostopadła przez nogi"] skończyła się stratą piłki i natychmiastowym uderzeniem na 0:1. Kilkadziesiąt sekund później rzut rożny dla Beionotu, zdaje się Świeżemu ucieka zawodnik, wbiega w pole karne, uderza w krótki róg i 0:2. Przed przerwą jeszcze była jedna zespołowa akcja zakończona strzałem Tomka na 1:2. Generalnie gra lepsza niż wynik za wyjątkiem powyższych błędów.

W drugiej połowie straszliwy błąd bramkarza spowodował 1:3 a chwilę później padła bramka, która jako jedyna powinna paść. Przy strzale na 1:4 po prostu nas rozklepali i nie dało się wybronić. FC Bez Atu nie poddało się i wyprowadziliśmy kilka zespołowych akcji - dzięki temu Tomek strzelił na 2:4 a chwilę później Piotrek na 3:4 i wiadomo już było, że do końca będzie walka o co najmniej remis. Niestety nie udało się już nic więcej strzelić. W ostatnich fragmentach jeszcze Tadek któremu zabrakło koncepcji rozegrania stracił w środku boiska piłkę co spowodowało kontrę i ustaliło wynik na 3:5.

Koniec końców pomimo , że okresami fajnie nam wychodziła gra to MUSIMY potrenować wyprowadzanie piłki. 80% bramek tracimy po stratach piłki przez wyprowadzających akcję obrońców, którzy często nie mają komu zagrać. Zarówno obrońcy jak i napastnicy muszą zatem coś zmienić bo inaczej ile byśmy się nie napracowali to będziemy tracić głupie bramki i wszystko trwonić. Warto po tym meczu zapamiętać, że zespoły z czołówki są na pewno w zasięgu...

FC Bez Atu - Beizonot 3 : 5 [ 1 : 2 ]

Bramki dla FCBA: Tomek 2, Piotrek. @ 14-03-2004 17:07



Dziś, a właściwie wczoraj, odbył się zwyczajowy trening drużyny FC Bez Atu na Estadio de Basen de Koncertowa. Drużyna stawiła się w sile jednego(!) zawodnika. Goście (czyli my) odnieśli przygniatające zwycięstwo (różnicą ponad 5 bramek), do czego walnie przyczynili się gracze FCBA (przynajmniej jeden). Po druzgoczącej porażce z Wooykiem Lesterem otucha wstąpiła w drużynę i wszyscy są pewni zwycięstwa z Beizonotem w najbliższej kolejce ligowej. Tylko czemu nadal nie chcą pograć na dworzu?! -- zawiedzony wiecie kto @ 12-03-2004 00:27



Sparing z Wooykiem pokazał kolosalną różnicę w poziomie umiejętności obu drużyn. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że graliśmy bez kilku zawodników, choć to i tak nie za bardzo usprawiedliwia same rozmiary porażki (w pewnym momencie po prostu przestaliśmy liczyć tracone seryjnie bramki:)) Z grą jako tako momentami radził sobie Grzesiek, ale tak naprawdę to nikogo nie da się wyróżnić.

Może taki zimny prysznic był potrzebny przed meczem z Beizonotem? Przyznam jednak, że nie wiem, jakie moglibyśmy wyciągnąć wnioski. Oczywiste jest, że nie radzimy sobie z tyłu, nawet w akcjach, gdzie nie ma przewagi rywali (np. 2 na 2). Po prostu wystarczy jeden dobry zwód przeciwnika i jest strata bramki. Bez bicia się przyznaję, że mnie minąć to niestety, z uwagi na brak zwrotności, nie jest zbyt duży problem:) Nie wiem, musi większa asekuracja być, ale to by wymagało "valerengi" i odpuszczenia sobie de facto ataku. To jednak, jak znam życie, jest mało możliwe, zresztą bramki trzeba przecież strzelać. A w ataku bardzo często widać było brak koncepcji- to jest: "jak rozwiązać akcję"- czego efektem były tradycyjne, indywidualne, bohaterskie szarże Kowala i Piotrka (kilka nawet zakończonych powodzeniem! ale co z tego).

Z Beizonotem trzeba zagrać w każdym razie tak, by, jak to ujął chyba Kowal, nie powróciły "stare, dobre czasy" z początku ligi, gdzie takie wyniki i taki styl gry jak wczorajsze były regułą. Czy to się uda, zobaczymy wkrótce...--Świeży

PS. Pozdro dla kolegów z Wooyka Lestera, a w szczególności dla bramkarza, który przepuścił mój strzał z połowy;) @ 11-03-2004 12:20



Sparing z Wooykiem Lesterem czyli "uczymy się grać w piłkę" część kolejna... No niestety porażka była dość wysoka. Niemniej jednak jak to zapowiadałem zaraz po meczu to zgodnie ze statystycznym wymogiem mecze muszą być wystandaryzowane czasowo a po ok 40 minutach przegrywaliśmy jakieś 11:4 ;) Potem była masakra bo było nas tylko 2 na zmianę a tempo takie jak zazwyczaj w lidze trzeba było utrzymać przez ponad dwa razy tyle czasu. A tak w ogóle to może powinniśmy na zbliżające się mecze z "czołówką" wrócić do niegdyś stosowanej przez nas a obecnie zaniechanej "valerengi" ??

No i jeszcze bym miał takie pytanie do niektórych - konkretnie zdaje się Andrzeja, Marcina i Tomka : JAK WIDZICIE NA STRONIE, ZE JEST W PLANIE UMAWIANY MECZ TO Z JAKICH PRZYCZYN NIE MOZECIE NAPISAC W DWOCH SLOWACH np: "NIE MOGĘ" "NIE BĘDĘ" czy COKOLWIEK ?? Możliwe, że jak to wcześniej było wspomniane niektórzy są niepiśmienni ale to zawsze można poprosić rodziców albo starszych kolegów o pomoc ;)) Albo możemy się umówić na jakiś znak na klawiaturze - tak, żeby było łatwiej zapamiętać. Filipa nie wymieniałem bo wiadomo ;))

Pozdro dla Ekipy Wooyka Lestera. @ 11-03-2004 00:59



Sparing z MediaTel czyli "Powrót Kapitana" ;) Po dwóch kolejnych porażkach udało się ponownie sięgnąć po 3 punkty. Od początku w sumie graliśmy dość poukładany jak na nas futbol i to procentowało kontrolowaniem przebiegu gry [ przynajmniej jeżeli chodzi o wynik ]. W końcówce wydawało się, że coś pęka - 2 kolejne stracone bramki i zmniejszenie przewagi do 3 ale w przeciwieństwie do ostatnich meczów tym razem nie tylko utrzymaliśmy prowadzenie ale dzięki zdecydowany akcjom udało się je nawet powiększyć. Bardzo fajny mecz :) Szczególnie cieszy, że jak wspomniałem widać początki "poukładania". Ludzie zaczynają mniej więcej wiedzieć gdzie się ustawiać no i jest ten całkiem użyteczny podział na obrońców i napastników. No i pomimo, że go stosujemy to robimy to elastycznie czego dowodem kilka bardzo udanych wymian pozycji z wypuszczeniem naszych obrońców 1 na 1 z bramkarzem drużyny przeciwnej :) A tak poza tym to Sunday-night-soccer ;))) @ 7-03-2004 23:35



FCBezAtu powoli staje się "królem remisów". 2:2 wczoraj to wynik, który można określić jako w sumie sprawiedliwy. Dla nas to trochę wstyd, bowiem przeciwnicy grali bez żadnej zmiany i zwycięstwo powinno być formalnością. Niestety słabsza forma tego dnia nie pozwoliła nam cieszyć się z wygranej, a nawet remis został uratowany dopiero w ostatniej akcji meczu (dzięki potężnemu strzałowi z wolnego). Mimo iż przeciwnicy zaprezentowali się w sumie nieźle, to obie strzelone przez nich bramki padły w dziwnych okolicznościach, z pewnością mozna było ich uniknąć. My z kolei nie wykorzystaliśmy kilku stuprocentowych sytuacji (chociaż również nasz bramkarz Janek się nie nudził).

W czasie meczu doszło do kuriozalnej sytuacji. Za ostre wejście bramkarza jeden z "naszych" wyleciał na przepisowe dwie minuty. Celem FCBA stało się przetrzymanie spodziewanego 2-minutowego naporu przeciwników i wytrzymanie bez straty bramki- chieliśmy więc klasycznie "pograć na czas". Ale rywale, kiedy sie w tym połapali, postanowili...wykorzystać te 2 minuty na odpoczynek (przypominam, że grali bez zmian, a w tym momencie prowadzili 1:0). w rezultacie zdezorientowany i nieatakowany przez nikogo Robert stał z piłką na środku i nie wiedział, co się dzieje, przeciwnicy spokojnie stali na swojej połowie, sędzia prawie że na głos odliczał sekundy do końca kary (40...30...20...) a na boisku NIC się nie działo (przez mniej więcej minutę). Robert kopał piłę do Janka, Janek oddawał Robertowi i tak w kółko. Jak żyję, czegoś takiego nie widziałem:)
-- Świeży
PS. Zgadzam się z poprzednią relacją co do poziomu sędziowania- było naprawdę niezłe, brawo pan-w-klapkach!:)

@ 7-03-2004 13:51



Apropos sponsora dla naszej drużyny to jak wiadomo ostatnio prowadzone były pewne rozmowy w tej sprawie. Niestety zaproponowane warunki okazały się niemożliwe do zaakceptowania z punktu widzenia pomysłu, o który nasz klub jest oparty. Oznacza to, że przynajmniej narazie nie będzie zapowiadanych wcześniej zmian organizacyjnych. / Tadek @ 6-03-2004 15:03



Można było tym razem wygrać ale remis koniec końców musi być odbierany pozytywnie. Praktycznie równo z momentem jak Tomek potężnym uderzeniem z rzutu wolnego wyrównał na 2:2 sędzia odgwizdał koniec meczu.

Pomimo nieludzkiej pory stawiliśmy się tradycyjnie licznie. W pierwszej połowie pomimo kilku okazji przegrywaliśmy 0:1. W drugiej po strzale Roberta wydawało się, że zdołamy zdominować Dzieci Smitha wykorzystując naszą przewagę w liczbie zawodników na zmiane (4:0). Niestety straciliśmy na 1:2 i koniec końców dobrze, że udało się zremisować.

Na podkreślenie zasługuje wysoki poziom sędziowania i to już drugi raz z rzędu. Nawet jak komuś ekstremalnie puszczały nerwy [;)]to jakoś udawało się to rozładować i w sumie atmosfera była jak najbardziej sportowa.

FC Bez Atu - Dzieci Smith'a 2 : 2 [ 0 : 1 ]

Bramki dla FCBA: Robert, Tomek. @ 6-03-2004 14:55



To był typowy mecz walki. Obie drużyny chciały koniecznie wygrać, aby oddalić się od strefy spadkowej. Niestety na boisku panował chaos, wiele niedokładności oraz brak klarownych sytuacji strzeleckich. Pierwsi prowadzenie objęli gospodarze po ładnej kontrze (1-0), ale za chwilę popełnili błąd w kryciu i sytuacji sam na sam z bramkarzem nie zmarnowali goście (1-1). Pod koniec pierwszej połowy strzał z daleka zawodnika Traktora i piłka wpada pod ręką zaskoczonego bramkarza (1-2).
Druga połowa zaczęła się podobnie do pierwszej. Wiele błędów z obu stron oraz dużo walki w środku pola. Wyrównanie pada po przejęciu piłki ( strata obrońcy) i strzale w długi róg (2-2) . Od tego momentu obie ekipy zaczęły grać bardzo ofensywnie zapominając o obronie. Dwa błędy w ustawieniu oraz w kryciu drużyny gości i FC Bez Atu wychodzi na dwubramkowe prowadzenie. Gdy wydaje się, że gospodarze opanowali już grę i spokojnie "dowiozą" wynik do końca Racjonalny zaczyna odrabiać straty. Pierwszy gol to samobój po rzucie wolnym a drugi to typowa kontra. Do końca meczu wynik się nie zmienił, ( choć obie drużyny zmarnowały wiele sytuacji) i obie ekipy musiały zadowolić się remisem, który niestety przybliżyli ich do spadku. -- Relacja ze strony halowejligi
@ 4-03-2004 14:54



O przebiegu ostatniego meczu z Traktorem najlepiej świadczą nastroje w szatni. Określiłbym je jako "delikatne wkurwienie". "Wkurwienie"- bo to był mecz do wygrania, ale jednak "delikatne"- no bo np. do przerwy było w plecy. Nie chcę pisać, że ten mecz to był jakiś przełom, bo już kilka razy tak mi się wydawało, a potem był zimny prysznic. Ale coś tam momentami grało.

Pierwsza połowa- wcale nie tak zupełnie źle. Poza akcją bramkową zwłaszcza na początku "prowadziliśmy" grę, tylko strzałów nie było- to i efektów żadnych być nie mogło. Druga- początek bardzo dobry, Racjonalni wyszli jacyś tacy zdekoncetrowani. Co warte podkreślenia, brakmi dla nas padały po odbiorze piłki i szybkim jej wyprowadzeniu- i o to właśnie chodzi generalnie! Końcówka niestety "groklinowa";)
Podsumowując, niezły mecz zwłaszcza Tomka i w porzo Andrzeja- a już szczególnie za zademonstrowanie, że dolne kończyny też są "chwytne":)
--Świeży

PS1. Widać było, że w pewnym momencie Traktor trochę się pogubił i chłopaki potrzebowali solidnego ciosu w głowę, żeby się przebudzić. Dobrym (i skutecznym) Samarytaninem okazał się Robert:) Krew polała się na parkiet, a Traktor zaryczał wściekle, coś tam w nim zaskoczyło i zaczął grać. A wpaść pod rozpędzony Traktor- no to ja nikomu nie życzę:)

PS2. Co do zachowania na ławce rezerwowych- to chyba, k...wa, w ch...ja dobrze że ławka żyje i podpowiada co zrobić, żeby nie zj...bać akcji; zresztą ja p...lę, niech no k...wa któryś p...lony łom się postawi w mojej sytuacji: ile ja k...wa jeb...nej energii tracę jak tak drę japę, a wy k...wa dalej p..licie po swojemu! Czy ktoś mnie k...wa wogle słucha? Kij wam w odbyt, ch...je:) [ogólne zaślinienie się uniemożliwia mi kontynuowanie tego wywodu:)] @ 29-02-2004 16:50



Łączne wyniki Ligi Typerów - ranking wg. sumy punktów z wszystkich trzech lig:          

1 JANEK 152,3

2 WADZIO 150,9

3 KAPITAN 150,7

4 ROBERTJ 145,1

5 BOCIAN 137,8

6 BOOBIE 134,2

7 STEMPEL 133,2

8 PEDRO 132,5

9 MACIEK_P 128,2

10 JOCKER 127,4

11 JOHNER 121,2

12 ROB_AC 117,9

13 TELM 107,5

14 FILAR 106,9

15 TO20567 103,8

16 GIDGIBBON 103,2

17 SMOK 82,9

18 PIOTR DYNAMO 82,5

19 BIELU 78,1

20 WYDERW 74,6

21 PLAT 69,6

22 GUSTAVO 58,6

23 DAWIDOFF 55,9

24 DARO 53,1

25 KONANUNU 46,6

26 LATINOS 45,9

27 KNEDEL 45,8

28 MISZCZ 44,9

29 MINISTER 44,6

30 PROM 44,6

31 MISTA 41,2

32 KRZYSIEK 39,6

33 LSASAL 38,0

34 MISTRZ PATELNI 37,2

35 RADEK 36,5

36 MACIEJ 36,3

37 QBIT 36,1

38 WUJEKDOBRARADA 35,5

39 BUDZIK 34,7

40 COACH 31,4

41 GRZESIEK 30,9

42 DANNY ZUCCO 30,2

43 STARZEC 29,8

44 IRONEK 29,5

45 GOOZEK 29,0

46 MARCIN (SIXTYNINERS) 28,6

47 SENDZI 27,4

48 FORZA 27,0

49 JELOP 26,2

50 PREZES 25,7

51 BRUDI 24,9

52 PEDROSO 24,3

53 PABLO 23,8

54 DYżURNALISTA 21,2

55 STRAZAK 19,8

56 KS1 17,9

57 MILY 17,8

58 EINSENHOWER 15,1

59 BARTEK R 14,2

60 MRREMISIK 14,0

61 TOMMI197 11,6

62 LUJU 10,7

63 RADOMIAK 9,6

64 KALBAR 8,6

65 JUNIOR 8,5

66 RWH 7,2

67 FCP 7,1

68 GODóW 6,9

69 JAREKU 6,3

70 SIóREK 6,1

71 GU 5,9

72 PERDZYN 5,9

73 SAMPIO 5,9

74 LESZCZYK 5,8

75 MENDEK 5,7

76 KLEOPATRA 5,6

77 MIREK_LEGENDARNY 5,5

78 WODECKI 4,9

79 GRUPAS 3,3

80 LUKASZ 3,3

81 TYPER 3,2

82 LECHU 2,9

83 KUDU 2,7

84 ROMANZOPOLA 2,6

85 DENTEK 1,9

86 KAJETAN 1,9

87 RYKOSZET 1,9

88 REG 1,8

89 KRAINSKI 0,0

90 SESE 0,0

91 UUU 0,0


Gratulacje! Przyszłych sponsorów uprzedzam, że zalegają mi z kratą browara - Janek @ 6-05-2004 23:02



Traktora rozmontować nam się jednak nie udało. Remis 4:4 oznacza naszą 2 meczową nieprzerwaną passę bez porażki :) Na dzisiejsze spotkanie złożyło się kilka pozytywów i negatywów jednak chyba z przewagą tych pierwszych.

Początek był nieciekawy bo mieliśmy niespodziankę, że nie będzie bramkarza [czemu nikt nie dał znać na Forum pozostanie tajemnicą tych, którzy tą informację posiadali wcześniej].

Tradycyjnie rozpoczęliśmy jakotako co oznacza, że mając w pierwszej połowie raptem jedną wyróżniającą się akcję zdobyliśmy bramkę [ Piotrek sam, na sam ] ale jeszcze przed przerwą zrobiło się 1:2. W drugiej połowie mocne uderzenie i "3 szybkie" - 2 razy Tomek po indywidualnych akcjach a potem jeszcze raz Piotrek.

No i w tym momencie wyszło najwyraźniej nasze niedoświadczenie. Taka nasza niedojrzałość. Zamiast spokojnie zaczekać co zrobi Traktor to zaatakowaliśmy i nasza misterna obrona zaczęła szwankować. Szkoda bo 4:2 można było powiększyć albo co najmniej utrzymać. No ale chwilami całkiem poukładana gra i to plus. Jak jesteśmy skoncentrowani to nie jest źle. A z czasem dojrzejemy i nie będziemy już grać radosnego futbolu prowadząc 2 bramkami ;))

Generalnie fajny mecz jeżeli chodzi o drużnę [ szkoda tylko, że braki kondycyjne nie pozwoliły mi dzisiaj wnieść cokolwiek do gry zespołu - coś z tym postaram się zrobić - może jakieś treningi w morzu ?? ;)) ].

Acha jeszcze jeden pozytyw (!!) mieliśmy ... początki zorganizowanej rozgrzewki przedmeczowej !!! ;)) Narazie trwała ona raptem kilka minut bo potem instynkty strzeleckie brały u niektórych górę i wszystko się posypało ale z czasem kto wie ... :) Acha no i jeszcze bardzo mi się podobało zaangażowanie na ławce rezerwowych [ "k.. no ja p... po ch... tam k... stoisz ?!!?? może byś się tak k... wrócił !!!?!?!" ] :)) DO BOJU !!!!!

FC Bez Atu - Racjonalny Traktor 4 : 4 [ 1 : 2 ]

Bramki dla FCBA: Piotrek 2, Tomek 2 @ 29-02-2004 15:36



Bardzo wyrównane spotkanie, choć w pierwszej części bardziej dogodne sytuacje mieli gracze Mehisto. FC Bez Atu zasłużenie objęli prowadzenie po zespołowej akcji i indywidualnej skutecznej akcji zawodnika z nr 10. 1:0 &|8211; taki wynik utrzymał się do końca tej części meczu. II połowa zaczęła się od składnych akcji zaczepnych Mehisto. Po kilku nieudanych próbach gospodarze przeprowadzili szybki kontratak, a zawodnik z nr 8 bezwzględnie wykorzystał swoja szybkość i mocnym precyzyjnym uderzeniem umieścił piłkę w siatce wyrównując wynik meczu na 1:1. &|8222;Żółci&|8221; poszli za ciosem, a goście niestety dla siebie bardzo się odkryli, chcąc szybko objąć ponownie prowadzenie. Znowu kontra, rozegranie &|8222;z klepy&|8221; na lewym skrzydle, dokładne dogranie przed bramkę i prowadzenie Mehisto 2:1. Przez prawie cały czas, który pozostał do zakończenia tej części meczu trwała wyrównana walka przede wszystkim w środkowej strefie boiska. Jednak Mehisto nie schodziło jako zwycięzca z boiska, ponieważ FC Bez Atu zdążyło wyrównać rzutem na taśmę. Wynik sprawiedliwy, choć to gospodarze byli bliżej wygranej w tym meczu. /halowaliga.stereo.pl

@ 26-02-2004 22:24



Wszystkim, którzy uważają, że "nie potrafimy celnie podac, przyjac pilki, zastawic sie itp" dedykuję ten krótki artykuł. Największe gwiazdy światowej piłki, pomimo iż wydawałoby się że mają do tego jakby większe prawo niż my - skromni amatorzy z halowejligi - jakoś nie czują się aż tacy dobrzy, żeby zaniechać treningów. Dla nich to mecz jest ukoronowaniem ciężkiej pracy i ćwiczeń powtarzanych setki jak nie tysiące razy. Natomiast u nas w drużynie zdecydowana większość to najpewniej jest przekonana, że urodziła się z jakimś niesamoitym talentem i teraz już nie ma sensu tracić czasu na szlifowanie techniki - trzeba korzystać z tych supermożliwości, które już się posiada. Tym samym jak tylko mamy okazję kiedyś pograć poza ligą to trenujemy tak zwanego "mecza". Nie jak jacyś naiwni nieutalentowani - podania, przyjęcia, zwody, strzały, warianty rozegrania - po co ? To dobre jak się tego nie umie a my przecież umiemy :))) To strata czasu. Potrenujmy mecza. Jakaś rozgrzewka z piłką przed meczem - w "dziada" czy "10 podań" ? Nie no to dobre dla [ no właśnie dla kogo ? ] - pograjmy lepiej w "kto mocniej p...nie w bramkarza". Po takiej rozgrzewce to nie będzie na nas mocnych. No chyba, że akurat w meczu nie trafią się pozycje strzeleckie... Żeby to jeszcze było takie rozsądne "trenowanie mecza" no ale jak popełniamy te same błędy to to nie jest rozsądne niestety. Jeżeli jest ktoś kto chciałby jednak potrenować [ale nie mecza] to niech się ujawni - please :))) @ 23-02-2004 11:26



Rzadko zdarza mi sie dopisywac artykuly, ale tym razem po prostu nie moglem sie powstrzymac. Widowisko ktore stworzylismy bylo godne co najwyzej paraolimpiady, a i to chyba na wyrost. Jak to sie dzieje, ze pomimo, ze dre sie gdy kogos sparalizuje i przez to tracimy bramke, to potem dzieje sie dokladnie to samo i tak w kolko. Zadnego wyciagniecia wnioskow. W grze w pilke nie chodzi o to zeby wszyscy lecieli do pilki, ale zeby kryli kolesi za ktorych sa odpowiedzialni. Za pilka biegaja 5-letnie dzieci. Za kazdym razem gdy przeciwnicy robili kontre, obronca wychodzil do kolesia ktory dostawal pilke, zostawiajac wolnego goscia blizej bramki. Przy wyprowadzaniu pilki to samo - ostatni obronca lecial przez srodek z pilka lub usilowal ja nieudolnie podac. Jak sie to konczylo mozna sie domyslic. Kolejna sprawa, to ustawienie na boisku. Gramy 4 na 4 i kazdy jest odpowiedzialny za swojego przeciwnika i za pewna strefe boiska. Czasami trzeba sie tez obejrzec i tak ustawic, zeby asekurowac kolege. A przewaznie jest tak, ze na krzyk ze stoi niekryty koles od razu rzuca sie tam 2 naszych zostawiajac niekrytego przeciwnika. Troche myslenia. Nie mowie juz o tym ze nie potrafimy mocno i celnie podac, przyjac pilke, zastawic sie czy tez ograc w sytuacji 1 na 1. Przewaznie konczy sie to usilowaniem przepchniecia pilki przez nogi przeciwnika. Ja wiem, ze sam popelniam sporo bledow ale przynajmniej sie do nich przyznaje. A wiekszosc nie ma nic do powiedzenia, co nalezaloby zmienic, jakie sa bledy itp. Tak wiec lepiej jedzmy na paraolimpiade, bo w lidze nie mamy szans nic ugrac. To tyle wywodu. -- wkurwiony R @ 23-02-2004 00:34



FCBezAtu- MediaTel. Sparing. Czas akcji- niedziela wieczór. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że niełatwo mi pisać o tym meczu. Wzieli w nim udział [ocenzurowano],[ocenzurowano],[ocenzurowano],[ocenzurowano],[ocenzurowano],[ocenzurowano] oraz [ocenzurowano]. (Nazwiska uczestników tego totalnego blamażu nie zostaną podane do publicznej wiadomości). Ale- tradycyjnie- postaramy się poszukać jakichś dobrych stron naszego małego Waterloo. A więc: 1) Jeśli ktoś się bał, że MediaTel nie będzie już chciał z nami grać "bo ciągle przegrywają", może już śmiało pozbyć się tych obaw- po dzisiejszym meczu stają się one zupełnie bezpodstawne. 2) Strzeliliśmy 7 bramek- to nawet więcej niż z Mehisto! 3) [ocenzurowano] ma zajefajną latarkę: otóż oprócz tego, że świeci, ma wbudowany dyktafon, lampę błyskową, aparat fotograficzny, golarkę oraz prawdopodobnie skaner! A waży to to cudo może ze 2 kilo. 4) Nikt poza odwiecznym symulantem-[ocenzurowano]- nie odniósł poważniejszych kontuzji. Na koniec warto dodać kilka słów o atmosferze w samochodzie, którym lecieliśmy do domu w drodze powrotnej. Nastroje były kiepskie, ale [ocenzurowano] postanowił nas trochę rozruszać, pocieszyć. "Z Mehisto to przynajmniej zremisowaliśmy", "Ale sobie pobiegaliśmy, no nie?"- to kilka wybranych złotych myśli mających podnieść nadszarpnięte morale drużyny:) Podsumowując: FCBezAtu- Mediatel 7:[ocenzurowano]. Ponadto od tej pory surowo zabrania się wspominania o dzisiejszym meczu pod groźbą wyciągnięcia ostrych słuzbowych konsekwencji! Panowie TEGO MECZU NIE BYŁO. @ 22-02-2004 23:43



Dobrze, że Radek uratował bo zanosiło się na masakrę. Zagraliśmy dziwnie słaby mecz. Jak się porówna poprzednią kolejkę w naszym wykonaniu to pomimo, że była przegrana to wtedy zaprezentowaliśmy się znacznie lepiej. Przeciwnik był dzisiaj słabszy i dało to punkt ale zdecydowanie bardziej 2 punkty dzisiaj straciliśmy. Początek taki jak byśmy chcieli - kapitalne podanie w tempo, podcięcie piłki i nad zdecydowanie interweniującym bramkarzem przelatuje najpierw wspomniana piłka (i wpada do bramki) a chwilę potem Tadek ;) Nie mieliśmy zbyt wiele okazji w pierwszej połowie ale na pewno był minimalnie przestrzelony rzut wolny Świeżego. W drugiej połowie po raz kolejny szybko tracimy bramkę. Chyba w każdym dotychczasowym meczu nam się to zdarzyło więc to nic nowego. Taka tradycyjna "bramka z szatni". Potem straciliśmy jeszcze jedną i zrobiło się nerwowo. Kilka szarpanych akcji niewiele dało. Kiedy Piotrek z bliska przestrzelił na pustą bramkę wydawało się, że nic nas już nie uratuje. Na szczęście na krótko przed końcem Radek zdecydował się na strzał z dystansu i skończyło się remisowo. Za dużo było nerwowości szczególnie w obronie. Inna sprawa, że obrońcy niebardzo mieli komu zagrywać dość często (dlaczego nie stosowaliśmy tych schematów co zazwyczaj stosujemy ?). Stosunkowo często "ostatni" tracili piłki w dryblingach albo niecelnie dogrywali prostopadle jak na linii stał napastnik Mehisto. Jakoś tak dzisiaj graliśmy trochę jak w tych naszych pierwszych meczach... No nic. Jeszcze jedna uwaga : chłopaki z Mehisto to chyba trochę przesadzają. Ja rozumiem sportowe emocje ale nie schodźmy poniżej pewnego poziomu. Wprawdzie z człowiekiem którego poniosło to sobie wyjaśniliśmy ale takich "punktów zapalnych" to było jak w żadnym dotychczasowym meczu. A już jak się dowiedziałem że niektórzy to cośtam chcieli wyjaśniać sobie po meczu to sobie pomyślałem, że szkoda, że jak macie tyle energii to niebardzo jakoś macie pomysł, żeby je przerobić na punkty zdobywane na boisku w sportowej walce. Trochę luzu.

FC Bez Atu - Mehisto 2 : 2 [ 1 : 0 ]

Bramki dla FCBA: Tadek, Radek

Żółte kartki: Janek, Tomek @ 22-02-2004 20:52



Dzisiejszy mecz z Mehisto miał odpowiedzieć na pytanie, gdzie tak naprawdę się w tej chwili znajdujemy pod względem piłkarskim, czy dały coś treningi prowadzone ostatnio ze sporą jak na nas intensywnością. Niestety, odpowiedź nie jest taka, jakiej byśmy sobie życzyli. Już początek meczu ujawnił dużą nerwowość w naszych poczynaniach, chaotyczność tak z przodu, jak i w obronie. Mimo to udało nam się objąć prowadzenie- po kapitalnym podaniu Radka równie fenomenalnym strzałem popisał się Tadek i było 1:0. Bramka nie wpłynęła jednak na większe "poukładanie gry". Przeciwnie, było jeszcze gorzej, a ewentualne dobre zagrania były konsekwencją nie dobrej, zespołowej gry, lecz indywidualnych zagrań. Nie było w tym niestety żadnej myśli. Wprawdzie można się zastanawiać co by było gdyby wpadła np. bramka z wolnego w końcówce połowy- może w drugiej części grałoby się łatwiej z dwubramkowym prowadzeniem? Tak się jednak nie stało (choc zabrakło naprawdę niewiele). W drugiej połowie Mehisto zagrało na początku nieco odważniej, a nasze indywidualne błędy dopełniły sprawy- i w kilka minut zrobiło sie 1:2. Kiedy jeszcze Piotrkowi nie udało się trafić do pustej bramki, miałem poważny moment zwątpienia, czy jeszcze cokolwiek korzystnego może nam się przydarzyć tego popołudnia. Na szczęście widmo wygranej najwyraźniej nieco zamgliło umysły zawodników Mehisto- z zupełnie niezrozumiałych przyczyn zaniechali swojej dotychczasowej gry opartej przede wszystkim na skutecznym odbiorze piłki w środku pola i cofnęli się wręcz na swoje pole karne z rzadka tylko wyprowadzając (groźne) kontry. W tym ostatnim fragmencie gry osiągnęliśmy przygniatającą przewagę, ale o ile już wcześniej nasza gra była nerwowa, to teraz z każdą minutą było jeszcze gorzej. Po prostu paraliż (za wyjątkiem Tomka, który grał nieźle, brakowało tylko dobrego wykończenia akcji). I gdyby nie akcja i typowy, wynikający z bezsilności "strzał rozpaczy" starego wyjadacza Radka- byłoby krucho. A tak 2:2 i udało się uratować remis. Do końca meczu, mimo usilnych prób, wynik nie uległ zmianie. Trzeba powiedzieć, że w rezultat jest w sumie sprawiedliwy i oddaje to, co się działo na boisku. Wnioski? 1. Sukcesem jest to, że przewaga w tabeli nad Mehisto pozostała zachowana. 2. Pozytywem jest również "zryw" zespołu w osatnich minutach. I jeśli chodzi o plusy, to by było na tyle. Minusów jest więcej- kiepska atmosfera w drużynie po meczu, brak pomysłu na grę, błędy w obronie itd.- zresztą każdy mniej więcej się orientuje, co było nie tak. W tej sytuacji chocby o powtórzenie dzisiejszego wyniku za tydzień w kolejnym bardzo ważnym meczu (z Traktorem) będzie chyba bardzo trudno. --Świezy PS.Spotkanie toczyło się we w miarę sportowej atmosferze, choć nie obyło się bez małych scysji. W każdym razie gratulacje dla kolegów z Mehisto za zdobycie pierwszego, historycznego punktu [ale mogliście sobie wybrać jakiś inny mecz:))] @ 22-02-2004 19:54



No i znowu w sesji wieczornej pokopaliśmy (Tadek, Marcin i ja) sobie trochę. Kurwa, co tu dużo mówić kurwa, nie szło mi najlepiej. Muszę coś zrobić z tym totalnym wytracaniem sił około 2 minuty meczu:) Żeby pozostawić po sobie dobre wrażenie i przede wszystkim celem podniesienia morale drużyny, stanąłem na chwilę na bramce- wtedy to zarówno Tadek, jak i Marcin (którzy grali w przeciwnej ekipie) pokazali swoje nieprzeciętne umiejętności strzeleckie. Cieszę się, że chłopaki sie przełamali, bo podobno w ostatnim meczu ligowym kiepsko było ze skutecznością. Ja skromnie dodałem do tego kilka asyst (poświęciłem się, ponownie dogrywając piłkę raczej drużynie Tadka i Marcina), tak że odskoczyli szybko na ładnych pare bramek. Niestety, koledzy nie wykazali się podobnym duchem zespołowym i w związku z tym na moim koncie bramkowym nie pojawiły się żadne nowe zdobycze:( A już w niedzielę gramy kolejny mecz ostatniej szansy. "Derby na dnie" i walka o przedostatnie miejsce w tabeli na pewno będzie równie zażarta, co w poprzedniej rundzie! Bo chłopaki z Mehisto pewnie sobie myślą: "Jeśli nie z nimi, to z kim?!" Szykują się więc spore emocje- zapraszamy wszystkich naszych sympatyków (przy dużej ilości chętnych zostaną zorganizowane specjalne składy metra podstawione na stacji Imielin;)) --Świeży @ 20-02-2004 01:18



Porażka z PJWSTK w meczu o 6 punktów - naprawdę szkoda. Prawdziwy mecz walki i naprawdę chylę czoła wszystkim chłopakom, którzy stawili się na tym meczu. Do przerwy prowadziliśmy 1:0 po strzale Piotrka. Było jeszcze kilka niewykorzystanych sytuacji, kilkakrotnie uratował nas Andrzej grający na bramce w zastępstwie Janka. W drugiej połowie w ciągu 5 minut wynik się odwrócił jednak jedną z kilku okazji wykorzystał ponownie Piotrek. Potem gra była na zasadzie cios za cios. Kilka dobrych akcji skrzydłami Grześka, Marcina i Radka, 2 strzały Tadka w słupek. Graliśmy też 2 razy w przewadze niestety na dwie minuty przed końcem chyba już po prostu zabrakło sił bo nadzialiśmy się na kontrę i mecz skończył się wynikiem 2:3. Nie wiem dlaczego nie było tych co mieli być [ Tomek, Świeży ] - według mnie właśnie ludzi zabrakło nam w tym meczu najbardziej. Mieliśmy 2 zmiany do momentu jak Filipowi odnowiła się kontuzja [ przeciwnicy mieli tych zmian sporo więcej ]. Tym bardziej, że o absencjach [ za wyjątkiem Janka, Roberta i Kowala ] nikt wcześniej nie poinformował... Szkoda naprawdę bo graliśmy z sąsiadem w tabeli i ten mecz był w naszym zasięgu.

FC Bez Atu - PJWSTK 2 : 3 [ 1 : 0 ]

bramki dla FCBA : Piotrek 2 @ 15-02-2004 18:03



Czwartkowe granie na Koncertowej staje się powoli tradycją. Z "naszych" byli Grzesiek, Andrzej, Tadek i Robert- na więcej organizator się nie zgodził, zresztą sondaż przeprowadzony na losowo wybranej próbie zawodników FCBA, a konkretnie na Radku, wykazał małe zainteresowanie z uwagi na późną porę;) Po małym zamieszaniu na początku udało się w końcu ustalić kto z kim jest i zaczęła się gra. Tradycyjnie już panowała dobra, prosportowa atmosfera. Ja z uwagi na podeszły wiek wykazywałem pewne braki kondycyjne, ale młodzież (czytaj: reszta) trzymała sie przeważnie nieźle. Zresztą swoje i tak strzeliłem, wzorując się na niedościgłym Stanko- gdyby nie te kilka bramek, nikt by się nie zorientował, że wogle byłem na boisku:) Wypadałoby napisać kilka słów o postawie naszego bramkarza Andrzeja- ogólnie bronił nieźle, ale jednak kilka bramek wpadło. Ale co tam- pokażcie mi bramkarza, który strzela regularnie po kilka bramek w meczu- a tak włąśnie jest w przypadku A.! Podsumowując- mam nadzieję, że Andrzej, niczym Real, w niedzielę więcej strzeli niż straci, to będzie dobrze:) Mecz zakończył się jakimś wynikiem, ale czy było to 23:20, czy np. 19:16 to ja nie wiem. Po splądrowaniu stacji benzynowej ekipa "czerniakowska" udała się na zasłużony odpoczynek...--Świeży @ 13-02-2004 02:36



Wykonaliśmy plan weekendowy - 2 zwycięstwa, 6 punktów :) Sparing z MediaTel bardzo fajny. Przeciwnicy stawili się w licznym składzie [ 4 osoby na zmianę ] + kilku kibiców, my - Janek, Piotrek, Robert, Michał S., Rafał oraz Tadek. Sporo fajnej gry chwilami nawet kombinacyjnej, dużo bramek, okresami gra naprawdę na wysokich obrotach ale też i tradycyjne momenty dekoncentracji [ szczególnie końcówka, kiedy straciliśmy 5 kolejnych bramek ]. Wynik końcowy 15:12 dla FC Bez Atu :) Refleksja : na codzień powinniśmy postarać się grać spokojne podania w strefie obronnej na zasadzie "piłka w ruchu dopóki nie będzie szansy kogoś wypuścić na czystą pozycję". To naprawdę dużo skuteczniejsze niż samodzielne "holowanie" piłki jak najdłużej. Naprawdę nie ma sensu ładować się do przodu na siłę i za wszelką cenę - im więcej spokoju i opanowania tym lepiej. Spokojnie pograć piłką a sytuacje same się zdarzą. -- Tadek @ 8-02-2004 23:47



Chcieliśmy ten mecz wygrać na boisku ale się nie dało - 3:0 walkower z Huraganem. 3 punkty to 3 punkty. W zastępczym sparingu zmierzyliśmy się z naprędce zorganizowaną drużyną częściowo Huraganowców [ było ich zdaje się 2 ] a częściowo Organizatorów. Koniec końców początkowo przegrywaliśmy ale zakończyło się remisowo 4:4. Możliwe, że wynik byłby inni, gdyby niektórzy grali cały czas w piłkę a nie chwilowo w "siatki" :P Za tydzień mam nadzieję, że już na boisku będą 3 punkty po meczu z PJWSTK. @ 8-02-2004 16:17



Trzech najwytrwalszych zawodników uczestniczyło w czwartkowej nocnej gierce na Koncertowej. Poziom był tradycyjnie niebotyczny, ale dały się jednak odczuć braki kondycyjne (najwięcej sił zachował Marcin, który biegał jak wściekły). Mi się najlepiej grało na bramce, a jako że graliśmy bez zmiany, spędziłem tak ok 50% czasu- tylko proszę stąd nie wyciągac daleko idących wniosków! Ogólnie Grzesiek trenował prostopadłe podania, Marcin- sprint, a ja skoncentrowałem sie na przepuszczaniu piłki między nogami (tzw. kanał)- i szło mi to nawet nieźle. Tak że każdy coś tam wyniósł. Za tydzień będzie być może kolejna okazja żeby sobie pograć, zwłaszcza że możliwe, że moje miejsce się zwolni, więc zachęcam do skonfrontowania swoich umiejętności z drużyną gwiazd Michała Salaka;)
PS. Brawo dla Marcina za brawurowy manewr wyprzedzenia policyjnego radiowozu:)) Aż mnie wgniotło w fotel...--Świeży @ 6-02-2004 12:17



Sparing FCBA kontra 80% E-Pro+ 20% Tadka odbył się. "Wynik nie był tu najważniejszy" (czyli w plecy, mówiąc po ludzku). Gra była szarpana, raz gorsza, raz mniej gorsza, a czasem wręcz średnia. Chciałbym tu za pośrednictwem strony przeprosić za brak zaangażowania- to się nie powtórzy w niedzielę, no chyba że tradycyjnie w końcówce. Kilku zawodników można by teoretycznnie wyróżnić, ale nie zrobię tego, bo jeszcze im się w głowach poprzewraca. Dzięki sparingowi po raz kolejny przekonaliśmy się, że Warszawa to duże miasto, pełne nieznanych zaułków. Gdyby nie moja zimna krew, opanowanie i umiejętność posługiwania się mapą, kto wie, gdzie by nas Kowal wywiózł..."W niedzielę rozpoczynamy pościg za liderem" (to taki żart na koniec).--Świeży @ 5-02-2004 19:17



Dzisiejszy sparing z ePro to w sumie jakby nie liczyć zdarzenie szkoleniowo pozytywne :) Pomimo porażki [ z wyłączeniem mnie, który ponownie zostałem wypożyczony ;) ] to jednak chwilami wyglądało to nieźle. Generalnie mecz składał się z przemiennych okresów dekoncentracji po obu stronach. Chociaż wyprowadzanie piłki z obrony zdecydowanie jest jeszcze do poprawy to widać już chwilami akcje na kilka podań, są ślady wystawiania się na pozycję itp. Zmierzamy w dobrym kierunku. Pomimo, że mecz obfitował w bramki kibice opuszczali halę zawiedzeni bowiem oczekiwany pojedynek chłopaków z Czerniakowa [ Świeży vs Perdzyn ] reklamowany szumnie jako "rewanż za ligę" nie doszedł do skutku z uwagi na nieobecność ;) W przygotowaniu natomiast jest program publicystyczny o naszej drużynie. W sumie ma to być cały cykl pod tytułem "Z moim klubem zwiedzam po nocy zapomniane dzielnice mojego miasta leżące na mapie po przekątnej od miejsca zamieszkania" - o terminie emisji powiadomimy na stronie w terminie późniejszym ;)) / Tadek @ 4-02-2004 23:16



Sparing rewanżowy z MediaTel tym razem w plecy. Ostatnia akcja meczu przyniosła roztrzygnięcie i wynik końcowy 9:10. W tym meczu założeniem było trzymanie ustawienia ale właściwie nie umiem ocenić na ile to się udało. Chyba trochę się udało. No nic - nie ma co się rozpisywać. Może tylko jeszcze jedna sprawa, którą zauważyło kilka osób ze składu naszego samochodu - ferwor walki to w sumie rzecz pozytywna ale czy nie było chwilami lekkiej przesady ? Graliśmy towarzysko z drużyną, która zaprosiła nas na swoją salę a zdarzyło się kilka zupełnie niepotrzebnych fauli. Może warto czasami trochę wyluzować. / Tadek [ na awaryjnych ;) ] @ 1-02-2004 23:44



Postanowiłem pozaśmiecać trochę stronę swoją twórczością...Pretekstem będzie dzisiejszy, nazwijmy to nieco na wyrost, "turniej". Do pisania przystępuję z bólem (konkretnie chodzi o ból głowy spowodowany brutalnym faulem- wrzuceniem mnie przez przeciwników na barierki. Będzie siniak). Ale do rzeczy...Pierwsza połówka chaotyczna, ale w sumie jeszcze jak cię mogę. Akcja po której Kowal załadował bramkę bardzo ładna, płynna, 3 podania i gol- zresztą chyba nawet ślepy by to strzelił:) No nie, żartuję, oddajmy Kowalowi co należne. Ale poza tym raczej się broniliśmy, ze szczęściem, któremu dopomagał tylko Janek. No więc 1:0. Po przerwie rozpoczął się zupełnie inny mecz. I zaczęły się dziać rzeczy co najmniej dziwne. Nasze akcje, nieliczne już w pierwszej połowie, teraz dałoby się policzyć na palcach jednej ręki, i nie chodzi tu o liczbę palców większą niż 3. Tymczasem przeciwnicy byli w natarciu i w końcu stało się- poszła bomba z 4 metrów w okno (dlaczego Janek tego nie wyjął??? Wakabajashi wyciągał takie piły jedną ręką!). 1:1. Potem kolejna akcja- facet zapędził się w róg i jedyną rozsądną opcją było dośrodkowanie- niestety, mieliśmy do czynienia najwyraźniej z amatorem! Strzelił po prostu do bramki. Tak to jest przy braku profesjonalizmu, jak ktoś się "zagrzeje"- tylko by napieprzał w tę bramkę! 1:2. Następnie oglądaliśmy jeszcze kapitalną robinsonadę Kowala (sędzia najwyraźniej nie zauważył, że właśnie zmieniliśmy bramkarza:))- i zamiast braw dla Kowala był karny. 1:3. Do końca meczu panował już później taki chaos, że nic się nie da o tym napisać. Tak więc pierwsza połowa dla nas, druga dla nich- w sumie mamy remis! Skoro remis- to karne! A jednak, kiedy czekaliśmy na "jedenastki", które by wyłoniły zwycięzcę, sędzia nagle ni z tąd ni z owąd- zakończył mecz!!! Nie muszę dodawać, na czyją korzyść zinterpretował wypadki na boisku...Granda, hańba, skandal- inaczej nie można tego skomentować! Jedyne logiczne wytłumaczenie dał Tadek: trzeba było zapłacić organizatorom przed meczem...--Świeży
PS1. Kilka słów o mojej grze: co za chujnia, nie ma o czym mówić:)
PS2. Wydaje mi się, że brakowało dziś Grześka, Radiego i Marcina. Oczywiście to są spekulacje po fakcie, ale kto wie, jak by to było...Tak czy inaczej, mam nadzieję, że jutro na hali stawi się cały skład. @ 31-01-2004 18:20



Puchar Ligi : FC Bez Atu - Parówka 1 : 3 [ 1 : 0 ]. Może za rok :) Mecz rozpoczął się w sumie nieźle. Bez rewelacji po którejkolwiek ze stron - gra była dosyć niepoukładana ale wyrównana. Udało nam się strzelić na jeden zero [ Kowal ] a była też szansa podwyższyć prowadzenie [ strzał Tomka w słupek ]. Po przerwie długo utrzymywał się korzystny rezultat ale dowieźć go do końca się nie udało. Strzał półlobem w samo okienko na jeden jeden [ Janek znakomicie w tym meczu grający był zupełnie bez szans ] niedaleko potem druga bramka.. Była szansa wrócić do meczu [ wybroniony strzał Tadka po dobrym podaniu od Tomka ] ale koniec końców w jednej z akcji piłkę z naszej pustej bramki ręką wybijał Kowal i po strzale z rzutu karnego 1:3 i w sumie koniec pomysłów związanych z kolejnymi rundami. Trochę głupio się wypada w meczach o stawkę jak w międzyczasie człowiek ze sportem nic w sumie nie robi :( Trzeba potrenować.

FC Bez Atu - Parówka 1 : 3 [ 1 : 0 ]

bramka dla FCBA: Kowal

żółta kartka : Kowal @ 31-01-2004 17:04



Kilka kosmetycznych zmian na stronie - właściwie głównie takich technicznych ale są też takie widoczne dla użytkowników. W związku z tym, że od dzisiaj stosowany jest nowy sposób zapisu [ powinno być mniej możliwości wystąpienia błędu ]- niestety trzeba było wykasować część artykułów [ znaczy się te co akurat były na stronie głównej ]. Kilka drobnych zmian jest po to, żeby łatwiej po stronie można było się przemieszczać albo, żeby było mniej do klikania ;). No i jest ForumBIS - tam można rozmawiać na dowolne tematy tak piłkarskie jak od pogody po politykę ;))) Liga Typerów została przystosowana do rozszerzania o dowolną liczbę lig. Strona powinna działać odrobinę szybciej. No to tyle aktualności :)) @ 31-01-2004 16:57